Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 10
ROZDZIAŁ II.
MODNIARKA — UBRANIE.
Robino przybył do swego skromnego Restauratora, którego sale pełne są osób jak zwyczajnie, bo więcej zawsze ubogich niż bogatych, nie idzie za tem ażeby wszyscy bogaci chodzili do najlepszych traktijerów, ale to pewna, ze w tańszym traktijerze, ludzie mają lepszy apetyt, na którym zbywa w złoconych salach.
Chleba dają ile kto chce, i stołownicy nie oszczędzają go, wołając ze wszystkich kątów salonu — "Chłopcze! chleba! — "
Robino który zwykle nie mato jada, dziś utracił apetyt, je rosół nie ganiąc
MODNIARKA — UBRANIE.
Robino przybył do swego skromnego Restauratora, którego sale pełne są osób jak zwyczajnie, bo więcej zawsze ubogich niż bogatych, nie idzie za tem ażeby wszyscy bogaci chodzili do najlepszych traktijerów, ale to pewna, ze w tańszym traktijerze, ludzie mają lepszy apetyt, na którym zbywa w złoconych salach.
Chleba dają ile kto chce, i stołownicy nie oszczędzają go, wołając ze wszystkich kątów salonu — "Chłopcze! chleba! — "
Robino który zwykle nie mato jada, dziś utracił apetyt, je rosół nie ganiąc
go wcale ze nadto słony, co niezmiernie dziwi służącego, nareście, gdy ten pyta go, co chce jeść więcej, Robino odpowiada. — "Co chesz! ale śpiesz się... nie mam czasu... dziś idę na wieczór do Barona de Marsej — jeszcze się muszę ubierać."
— "Może pan rozkaże beef-steck z jabłkami, odpowiada posługacz dbając mało o to, czy jego stołownik pójdzie na wieczór do jakiego Barona, czy nie — a Robino spogląda poważnie w około, żeby się przekonać czy kto uważa to, co powiedział, i czy nań patrzą z większem uszanowaniem. Lecz napróżno toczy wzrok ciekawy po przyległych stołach, otaczający go nadto są zajęci zmiataniem z talerzów, żeby mogli na swoich sąsiadów uważać — w traklijerze gdzie dają jeść za 32 su, jeden drugiemu nic robi ambarasu. "Riobino widząc ze się nikt nim nie zajmuje, chociaż znowu z baronostwem wyjechał, zajada śpieszno pozostałe trzy potrawy; a służący przynosi mu deser. Tu kancelista porywa się z krzesła i biorąc tekę pod pachę, odchodzi od stołu, mówiąc:
— "Chłopcze! to dla ciebie..; napijesz się za moje zdrowie..."
Potem leci jak szalony przez salę, trącając gości po drodze, którzy się na jego nieuwagę uskarżają — a chłopiec spogląda z kwaśną miną na orzechy i figi, których ma się napić.
Robino przyszedł nareszcie na ulicę Świętego Honorijusza, gdzie mieszka; zbliżając się do domu, w którym na dole jest magazyn mód, zwalnia kroku, jego oczy zdają się chcieć przebić na wylot żółtą floransową firankę, ukrywającą przed
— "Może pan rozkaże beef-steck z jabłkami, odpowiada posługacz dbając mało o to, czy jego stołownik pójdzie na wieczór do jakiego Barona, czy nie — a Robino spogląda poważnie w około, żeby się przekonać czy kto uważa to, co powiedział, i czy nań patrzą z większem uszanowaniem. Lecz napróżno toczy wzrok ciekawy po przyległych stołach, otaczający go nadto są zajęci zmiataniem z talerzów, żeby mogli na swoich sąsiadów uważać — w traklijerze gdzie dają jeść za 32 su, jeden drugiemu nic robi ambarasu. "Riobino widząc ze się nikt nim nie zajmuje, chociaż znowu z baronostwem wyjechał, zajada śpieszno pozostałe trzy potrawy; a służący przynosi mu deser. Tu kancelista porywa się z krzesła i biorąc tekę pod pachę, odchodzi od stołu, mówiąc:
— "Chłopcze! to dla ciebie..; napijesz się za moje zdrowie..."
Potem leci jak szalony przez salę, trącając gości po drodze, którzy się na jego nieuwagę uskarżają — a chłopiec spogląda z kwaśną miną na orzechy i figi, których ma się napić.
Robino przyszedł nareszcie na ulicę Świętego Honorijusza, gdzie mieszka; zbliżając się do domu, w którym na dole jest magazyn mód, zwalnia kroku, jego oczy zdają się chcieć przebić na wylot żółtą floransową firankę, ukrywającą przed
okiem przechodniów, panienki pracujące w sklepie.
— "Tam do djabła, mówi Robino sam do siebie, dopiero szósta, Franusia nie prędko wyjdzie z magazynu... a lak mi jej pilno potrzeba!... Gdyby ten trzpiot Alfred był mi kilką dniami wprzódy oznajmił, byłbym się na len wielki wieczór przygotował i nicby nic brakło. — Ci panowie bogacze, nigdy o tem nie myślą, że nie wszyscy tyle mają, co oni... Ot niewiem czy mam białą kamizelkę i jedwabne pończochy ?... Czy mamże jedwabne pończochy?... Ach! mój Boże! pożyczytem je Franusi, kiedyśmy ostatnią razą szli na teatr... i jeszcze mi ich nie oddała... To oczywiście na tem się skończy, że ona mię ze wszystkiego ogołoci!.. Nadto jestem wspaniały... Ale, broń Boże ona te pończochy podarła, damże ja jej.. Bo to; ma-
— "Tam do djabła, mówi Robino sam do siebie, dopiero szósta, Franusia nie prędko wyjdzie z magazynu... a lak mi jej pilno potrzeba!... Gdyby ten trzpiot Alfred był mi kilką dniami wprzódy oznajmił, byłbym się na len wielki wieczór przygotował i nicby nic brakło. — Ci panowie bogacze, nigdy o tem nie myślą, że nie wszyscy tyle mają, co oni... Ot niewiem czy mam białą kamizelkę i jedwabne pończochy ?... Czy mamże jedwabne pończochy?... Ach! mój Boże! pożyczytem je Franusi, kiedyśmy ostatnią razą szli na teatr... i jeszcze mi ich nie oddała... To oczywiście na tem się skończy, że ona mię ze wszystkiego ogołoci!.. Nadto jestem wspaniały... Ale, broń Boże ona te pończochy podarła, damże ja jej.. Bo to; ma-
www.niepublikowany.pl