Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 13
nogami, i znowu wota: — "Otoż wyraźnie niemam jedwabnych pończoch!... mógłbym to ja wprawdzie kupić; jeszcze mi się z tego miesięcznej pensii zostało dwadzieścia trzy franki... ale mi to będzie zawadzać, nie będę mógł już grać w karty. Wiem pewno, że gdybym poprosi! Alfreda, nieodmówiłby mi pożyczyć, ale niechce się pokazać gołym; a nakoniec, mając bardzo piękne jedwabne pończochy, nacóżbym miał drugie kupować? Już to koniecznie trzeba żeby mi je Franusia oddała; jak nie... to kwita między nami, pokłócim się na zawsze, i skończą się lekcije na gitarze. Podwójnie na tem utraci, nie tak to łatwo znaleść kochanka, któryby grał na gitarze, i razem był jeszcze tak grzecznym, żeby uczyć swoją kochankę."
Robino bierze gitarę zawieszoną w kącie pokoju, zbliża się do otwartego okna,
które na dziedziniec wychodzi, i nóci jakaś piosnkę, towarzysząc sobie na swoim ulubionym instrumencie. Kiedy Franka iest w swojej izdebce na piątem piętrze, gitara zwykle jest znakiem, że Robino czeka na nią; ale ze sklepu tej muzyki nie słychać — sklep nisko, okno na czwartem piętrze!!..
Pośpiewawszy trochę, Robino spojrzał znowu na zegarek, tupnął nogą z niecierpliwości, i znowu rusza pochodzić po uliczce, kiedy nagle któś do drzwi zapukał — "To ona! musiała mnie usłyszeć ", zawołał i leci otworzyć. Lecz zamiast niej, widzi młodego pisarka, kochanka jednej z towarzyszek Franusinych.
— "Czy już są na górze?" odzywa się przychodzący nie wchodząc nawet i wygubiając głowę przezedrzwi do środka pokoju.
— "Kto? co?..." — "A, te panny...