Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 15
kawości, co to z tego bedzie?... Wszedłszy na pierwsze piętro, piszczyk zaczyna krzyczeć — "Złodziej, złodziey, ratuycie!" i Robino krzyczy także; potem gruchocze o ziemię talerz w uliczce, Robino leci za nim, żeby go przytrzymać, wołając: " — Do milijon djabłów! dosyć tego, nie tłuczże galeterki!" Lecz już za późno, już salaterka doznała losu talerza, rozbiwszy się na tysiąc kawałków — na ten krzyk i hałas wszystkie panienki wybiegają ze sklepu, żeby się dowiedzieć, co się stało.
Na widok panien piszczyk pęka od śmiechu — "Tak i ja mówiłem, że was od roboty odprowadzę."
— "A! to tylko tak na oszukaństwo!! zawołały panny ze śmiechem, a Robino pogląda smutnie na resztki swojej salaterki i mruczy — "Tak! to piękny sposób!... o! drugi raz ja mu nie dam mojej porcelany, temu jegomości."
Na widok panien piszczyk pęka od śmiechu — "Tak i ja mówiłem, że was od roboty odprowadzę."
— "A! to tylko tak na oszukaństwo!! zawołały panny ze śmiechem, a Robino pogląda smutnie na resztki swojej salaterki i mruczy — "Tak! to piękny sposób!... o! drugi raz ja mu nie dam mojej porcelany, temu jegomości."
Panny śmieją się w najlepsze; a piszczyk już rozmawia z panną Tenaïdą, Robino zbliża się także do Franusi, gdy głos — "Pani idzie!" daje się słyszeć! modniarki znikły jak wymiótł, a oni zostali się sami w uliczce.
"Otoż i poszły znowu!..." rzekł Robino — "Ale, ja powiedziałem Tenaidzie co chciałem..." odpowiada pisarek i wybiega rad ze sposobu, gdy tymczasem Robino, który nierozmawiał nanet z Franusią, i dostał tylko w zysku stłuczony talerz i salaterkę, powraca na górę, klnąc całem piekłem wszystkich pisarków i wszystkie modniarki.
Znowu robi przygotowanie do ubrania, i decyduje się już nareszcie pójść kupić jedwabne pończochy, gdy ktoś dwa razy zlekka do drzwi zapukał i Franusia wchodzi nakoniec do pana Robino. Jest to sobie tęga dziewka mogąca mieć lat
"Otoż i poszły znowu!..." rzekł Robino — "Ale, ja powiedziałem Tenaidzie co chciałem..." odpowiada pisarek i wybiega rad ze sposobu, gdy tymczasem Robino, który nierozmawiał nanet z Franusią, i dostał tylko w zysku stłuczony talerz i salaterkę, powraca na górę, klnąc całem piekłem wszystkich pisarków i wszystkie modniarki.
Znowu robi przygotowanie do ubrania, i decyduje się już nareszcie pójść kupić jedwabne pończochy, gdy ktoś dwa razy zlekka do drzwi zapukał i Franusia wchodzi nakoniec do pana Robino. Jest to sobie tęga dziewka mogąca mieć lat
www.niepublikowany.pl