Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 17
— "Ehe! to to dla tego, nie można już Waszeci i w oczy spojrzeć... dla tego to potłukłeś swoją porcelanę! juściż to naturalnie, poszedłszy na wieczór do Barona, to już potem i jeść nie trzeba. O! podrosłeś też znacznie."
— "Ależ, proszę cię, słuchaj, Franusiu... " — "Czy nie myślisz płakać?"
— "Nim pójdę do Barona dc Marsey; trzeba mi się wystroić — "No! no! rozumiem, chcesz żebym ci założyła papiloty!...."
— "Papiloty... tak.:, bardzo rad będę... prawda..; umiesz to doskonale."
— "Zaczyna się łagodzić!" — "Lecz jest jeszcze druga rzecz pilna, trzeba mi koniecznie moich jedwabnych pończoch, którem ci przeszłej niedzieli pożyczył."
— "A. ! pończochy jedwabne ?...." — "Tak. mościapanno." — "Ba! jeśli one, tak prędko idą, jak poszły odemnie, to już mu-
— "Ależ, proszę cię, słuchaj, Franusiu... " — "Czy nie myślisz płakać?"
— "Nim pójdę do Barona dc Marsey; trzeba mi się wystroić — "No! no! rozumiem, chcesz żebym ci założyła papiloty!...."
— "Papiloty... tak.:, bardzo rad będę... prawda..; umiesz to doskonale."
— "Zaczyna się łagodzić!" — "Lecz jest jeszcze druga rzecz pilna, trzeba mi koniecznie moich jedwabnych pończoch, którem ci przeszłej niedzieli pożyczył."
— "A. ! pończochy jedwabne ?...." — "Tak. mościapanno." — "Ba! jeśli one, tak prędko idą, jak poszły odemnie, to już mu-
szą być daleko !..." — "Co ? co Iakiego?"
—"To jest, że ja pożyczyłam je Fedorze, która grafa jakąś rolę w komedii, a ta przyznała mi się, że je pożyczyła, jednemu z przyjaciół, któremu były potrzebne na jakieś wesele — lecz że ten pan przyjaciel, ma ogromne łytki, zdejmując je, podarł..." — "Ach! Jezus Marija, otoż to pożyczanie!..."
— "Właśnieżby się kto domyślił, że kochanek upomni się o ta, co pożycza?..."'
— "Ale, mościapanno, nie jestem kapitalista, nic jestem kupiec, ja nigdy przed waćpanną bogacza nie udawałem."
— "Oczywiście!... No! łapaj.. Raul!..."
— "No, bardzo proszę pestek mi nie rzucać... Co tu robić — już ósma.... prawda że na wielkie wieczory, poźno się przychodzić zwykło."
— "Najlepiej przychodzić aż nazajutrz, to jeszcze lepszą ma minę."
—"To jest, że ja pożyczyłam je Fedorze, która grafa jakąś rolę w komedii, a ta przyznała mi się, że je pożyczyła, jednemu z przyjaciół, któremu były potrzebne na jakieś wesele — lecz że ten pan przyjaciel, ma ogromne łytki, zdejmując je, podarł..." — "Ach! Jezus Marija, otoż to pożyczanie!..."
— "Właśnieżby się kto domyślił, że kochanek upomni się o ta, co pożycza?..."'
— "Ale, mościapanno, nie jestem kapitalista, nic jestem kupiec, ja nigdy przed waćpanną bogacza nie udawałem."
— "Oczywiście!... No! łapaj.. Raul!..."
— "No, bardzo proszę pestek mi nie rzucać... Co tu robić — już ósma.... prawda że na wielkie wieczory, poźno się przychodzić zwykło."
— "Najlepiej przychodzić aż nazajutrz, to jeszcze lepszą ma minę."
www.niepublikowany.pl