Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 18
—"Ależ ja sądziłem, ze będę miał te pończochy."
— "Trzeba nowe kupić, tu naprzeciw przedają..."
— "Tak! kupić, to łatwo powiedzieć... nie trzeba mię było narażać, na stratę dwunastu franków przeszłej niedzieli w traktijerze."
— "W przyszła stracim piętnaście, mój mileńki."
— "Tobie, bo zawsze zechce się tego, co najdroższe."
— "Bo też niema nic nadto drogiego dla mnie, zdaje się żem tego warta!"
— "Otoż, naprzód jeśli kupię pończochy, to będziem się musieli pożegnać z pięknymi projektami, któreśmy ułożyli na przyszłą Niedzielę — oznajmuję..."
— "Zaczynam się rozczulać."
— "No. no, uspokój się — bardzo jesteś szczęśliwy, że masz kochankę z ima-
ginatywą. Zostań tu, zacznij się ubierać od góry... Ja się zajmę dołem...".
— "Ach! kochana Franusio, jakżeś dobra !..." — "Daj mi pięć lub sześć seksternów welinowego papieru."
— "Na, masz, właśnie z bióra przyniosłem, może chcesz laku,... na, trzy laski..."
— "Dawaj, dawaj, tym to ja sobie zaskarbiam łaski jejmości,... gdyby nie to, niepuściłaby mię tak wcześnie od roboty;.... ale dziś, powiedziałam, że mam
mingrenę, a że jestem w łaskach, kazano rai iść się położyć!"
Franusia porywa papier i lak — i skacząc wychodzi; on tymczasem rozbierać się zaczyna i mówi: "A doprawdy że to dobra dziewczyna.... i dowcipna, ta Franusia... Prawda, ze cokolwiek żywa, trochę łakoma, lecz zresztą, szaleje za mną; w ogieńby poszła, gdyby wiedziała że mi