Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 19
tym przyjemność zrobi. Dla mnie, odmówiła margrabiom, fabrykantom burakowego cukru, wekslarzom; a ja, tyle tylko, ze ją na spacer wodzę... To nie lak jak szwaczka pana Edwarda, która dla jakiegoś Anglika, go porzuciła... Ach! ach! Nie bardzo mię to gniewa, bo też on chce panka udawać... Ma, zdaje mi się tysiąc talarów rocznego dochodu;... nic jest to, tak bardzo wiele!... Ale on układa sztuki, opery komiczne, wodewile;... to jest trzecią, lub czwartą część wodewilów... I! mój Boże! gdybym ja miał tylko czas, i jabym pisał... i pewno nie tak jak on. Ale kiedy człowiek siedzi w biórze od dziewiątej do czwartej, i pracuje, nie można mieć z Muzami doczynienia? — O! kiedy będę szefem, lub zastępcą szefa, to co innego, będę miał czas. Ten Alfred to szczęśliwy!... Jedynak, ojciec Baron, blisko sto tysięcy
liwrów in traty!... I, jak to się złożyło!.. Alfred stracił matkę, kiedy był dzieckiem jeszcze; ojciec jego w kilka lat później znowu się ożenił; mógł mieć dzieci, ale ich niema; zamiast tego, żona jego, ubóstwiana, umiera po trzech lalach pożycia; a Baron, stroskany śmiercią swej powtórnej żony, przysięga, że się więcej nie ożeni,... i dotrzymuje słowa, chociaż jest jeszcze nie stary. Jak się to wszystko dobrze dla Alfreda złożyło!... Oj! mnie to się tak nie uda!... Mam ja jednakże gdzieś stryja, który lata po świecie, jak mi mama umierając mówiła; stryja, który chciał się dorobić majątku, pojechał tam gdzieś do Indyi, do Peru; zresztą niewiem gdzie — ale ba! djabli go wiedzą, może skoczył z Niagary!.. Podobno to tylko w komedijach te stryjaszki przybywają prościuteńko na samo rozwiązanie, żeby niewinność do więzienia
www.niepublikowany.pl