Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 21
Robino kładzie pończochy, mówiąc: — "Będą myśleli, ze chcę nową modę wprowadzić."
Kiedy on, ubierać się zaczyna, Frahusia bierze gitarę i nóci aryjki.
— "To, dziś wieczór, nie będę miała lekcyi, mój mity hę?..."
— "Widzisz sama, że to niepodobna... Te pończochy leżą jak ulane.... doskonale... to dziwna! o! bo też moje nóżki, do wszystkiego..."
— "Czy pamiętasz, mój drogi, jakiego hałasu narobiliśmy wczoraj? Jakato była scena!... Wiesz że jejmość nie lubi, żeby czytać w łóżku, żeby ognia nie zatrząść."
— "Ma raciją;... i ja w tym względzie, jestem jej zdania."
— "O! tak, ale my sobie drwim z zakazu: wczoraj, kiedy Fedora podyktowała liścik Tenaïdzie, a Adelina skończyła
nam opowiadać zdrajczeństwa swego kochanka, i trafunkowość jaką je odkryła... Ale, legom ci nieopowiadała, to miluchne i pocieszać!..."
— "Gdybyś to teraz moja droga, była łaskawa włożyć mi papiloty — toby mi... " — "Jeszcze żelazko nic napalone; jest właśnie w piecu, na górze; daj mi tymczasem papieru, to cię
zapapilotuje..."
— "Włoż mi z łaski swojej piętnaście. "
— "Czemuż nie trzydzieści sześć, jak jakiej Ninonie.... No, nie ruszajże się... Otoż kochanek Adeliny, nazywa się Fidelio, jest jakimś urzędnikiem, znajdziesz u niego zawsze ładną gosposię, której on...."
— "Ależ żelazko...."
— "I dajże mi pokój z twoim żelazkiem !... Adelina nie wiedziała o tem... ten łotr pod przybranem nazwiskiem był jej znajomy... Ach! jaka jest przewro-