Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 26
jąc się i niby żartując powiadasz mi, że mię porzucisz, ale niechno tylko będę bogaty — zemszczę się, dam ci piękny domek za miastem..."
— "Każesz tam nasadzać krolików, bo ja z nich bardzo bigosik lubię. A tym czasem, kiedy pan będzie tańcować, ja muszę organizować czepeczek."
— "Na dole?"
— "Na górze."
— "Czyż sklep już zamknięty?"
— "Przecież już dziewiąta!.... możes jeszcze gotów powiedzieć, jak te plotkarki z przeciwka, że u nas największy handel się zaczyna, kiedy sklep zamkniemy — a one to bardzo coś osobliwego, pierwsza z nich stara się o lożmajstrowstwo w teatrze."
— "No! jakże moja fryzura?"
— "Do zachwycenia, mój miły wyćmisz wszystkich swoich rywalów..."
— "Każesz tam nasadzać krolików, bo ja z nich bardzo bigosik lubię. A tym czasem, kiedy pan będzie tańcować, ja muszę organizować czepeczek."
— "Na dole?"
— "Na górze."
— "Czyż sklep już zamknięty?"
— "Przecież już dziewiąta!.... możes jeszcze gotów powiedzieć, jak te plotkarki z przeciwka, że u nas największy handel się zaczyna, kiedy sklep zamkniemy — a one to bardzo coś osobliwego, pierwsza z nich stara się o lożmajstrowstwo w teatrze."
— "No! jakże moja fryzura?"
— "Do zachwycenia, mój miły wyćmisz wszystkich swoich rywalów..."
— "I! ja tam oto nie dbam, byle czysto, byle porządnie."
— "I dla tegoto właśnie całymi godzinami uśmiechasz się do siebie przed źwierciadłem."
— "O! to tylko dla ciebie Franulu.... No ! a rękawiczki?
— "Pewno tam będzie kolacji, gdzie ty jedziesz? przynieśźe mi cokolwiek. "
— "Tak! czy nie nakłaść lodów w kieszeń?
— "Właśnie to tam jedne lody tylko dają? ty mi przynieś jakich przysmaczków, bo dalibóg! więcej ci papilotów nie włożę."
— "No no, dobrze — zobaczymy."
— "Dalekożto pan rusza?"
— "Na ulicę Helder." — "Tam gdzie same milordy mieszkają, juściż musisz wziąć pojazd?"
— "Pewno w takiem ubraniu piechotą nie pójdę... już pół do dziesiątej, za
— "I dla tegoto właśnie całymi godzinami uśmiechasz się do siebie przed źwierciadłem."
— "O! to tylko dla ciebie Franulu.... No ! a rękawiczki?
— "Pewno tam będzie kolacji, gdzie ty jedziesz? przynieśźe mi cokolwiek. "
— "Tak! czy nie nakłaść lodów w kieszeń?
— "Właśnie to tam jedne lody tylko dają? ty mi przynieś jakich przysmaczków, bo dalibóg! więcej ci papilotów nie włożę."
— "No no, dobrze — zobaczymy."
— "Dalekożto pan rusza?"
— "Na ulicę Helder." — "Tam gdzie same milordy mieszkają, juściż musisz wziąć pojazd?"
— "Pewno w takiem ubraniu piechotą nie pójdę... już pół do dziesiątej, za
kwadrans będę u Barona de Marsej; to dobrze."
— "Nie trzebaż było tak się śpieszyć, mói miły."
— " Tu naprzeciw stoją kabryolety... gdybyś była łaskawa zejść ze mną i zawołać."
— "Czy tak! lego jeszcze brakuje, żebyś mię z tyłu za lokaja posadził! Ale cóż robić ? dziś jestem bardzo łaskawa; ruszaj!"
Robino zamyka drzwi, Franusia z nim schodzi, woła o pojazd; on siada ścisnąwszy czuie rączkę modniarki, która. woła jeszcze za odjeżdżającym: — "A przywieźże mi tam co dobrego, niezapomnij!."
— "Nie trzebaż było tak się śpieszyć, mói miły."
— " Tu naprzeciw stoją kabryolety... gdybyś była łaskawa zejść ze mną i zawołać."
— "Czy tak! lego jeszcze brakuje, żebyś mię z tyłu za lokaja posadził! Ale cóż robić ? dziś jestem bardzo łaskawa; ruszaj!"
Robino zamyka drzwi, Franusia z nim schodzi, woła o pojazd; on siada ścisnąwszy czuie rączkę modniarki, która. woła jeszcze za odjeżdżającym: — "A przywieźże mi tam co dobrego, niezapomnij!."
www.niepublikowany.pl