Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 27
ROZDZIAŁ III.
WIECZOR U BARONA DE MARSEJ —WIECZERZA
MŁODYCH I JEJ SKUTKI.

Kabryolet zatrzymał się przed pięknym domem; powozy obywateli wjeżdżają rzędem na dziedziniec, ktoby myślał, że się to wszystko zebrało na teatr angielski. Niema takiego napływu w teatrze narodowym, kiedy grają Moliera lub Rasyna bo tez nasi Aktorowie nie wyuczyli się dokładnie naśladować konanie umierającego; nie ukazywali nam nigdy konwulsij zamordowanego, ani ostatecznej czkawki umierającej z głodu księżniczki; te fraszki bardzo są miłe oku, i drażnią zmysły osób,na których takie tylko obrazy mogą urobić wrażenie. Są jednak tacy, którzy trzymają, że trudniej troche odegrać doskonale scenę z Tartuffa lub Odludka, niż naśladować jaką z Grewskiego rynku (place de Greve). Ale, niech każdy za swym gustem idzie, winszujmy tylko tym, których bawią sztuki, trwające krócej nad lat czterdzieści i tym, których porusza scena, w której nikt nie umiera.
Widząc napływ powozów, i światła jaśniejące w salonach, Robino myśli sobie: Bedzie to bardzo wytwornem, bardzo licznem i dobranem!" Wyskakuje z kabryoletu, bieży ku schodom, układa włosy, kładnie drugą rękawiczkę, i wpada na pierwsze piątro mówiąc do siebie:" Zresztą, wartem może tyle co i drudzy, może nawet i więcej... że oni mają pojazdy !... co mi to szkodzi ?!"
Robino wmawia to sobie, żeby nabrać
śmiałości przy wejściu na sale: ale dla tego, zaczerwienił się jak burak, trzyma się sztywnie i niezgrabnie ujrzawszy się wśród towarzystwa, w którem napróżno jakiś czas szuka Alfreda. Ten nadchodzi nakoniec, bierze za rękę przybyłego, zaczyna żartować z kilku przytomnych osób; Riobiao tymczasem przychodzi do siebie; wraca mina stanowcza, uśmiech zwyczajny, spojrzał na kobiety, zapomniał o wszystkiem, myśli tylko o umizgach.
— "Ale ale, a twój ojciec... Pan Baron de Marsej... nie miałem jeszcze honoru złożyć mu mego winnego uszanowania..." rzecze Riobino unosząc się nad pięknością wchodzących na salę kobiet.
— "Mój ojciec już cię widział... moie chcesz żebym cię raz jeszcze jemu zaprezentował?... To zawsze jedna ceremonija!
— Tak, ale mię już dawno nie widziała...
— I, co tam, ciebie trudno zapomnieć."