Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 28
To mówiąc, Alfred odchodzi na spotkanie kilku wchodzących kobiet, a Robino mówi sobie: "Prawda, że ja mam rysy twarzy, które trudno zapomnieć.., czy nic żartował on tylko ze mnie ?.., właśnieżby mu to przystało... ale Otoż i pan Baron."
Mężczyzna od lat może czterdziestu ośmiu przechodził w ówczas koło pana Robino; był on wysokiego wzrostu, szedł poważnie i z miną nakazującą; rysy jego nieco twarde, pięknymi jeszcze były, pomimo tego, iż namiętności zbyt gorące, więcej niż czas je nadwerężyły; troche był łysy, ale włosy miał ciemne; twarz jego nakoniec, nosiła piętno powagi i surowości — jednakże, osobom lepiej umiejącym rozpoznawać, zdawało się to tylko skutkiem smutków, bo i z oczu jego troski patrzyły. Rozjaśniała się jednak twarz Barona, kiedy patrzał na syna i uśmiech
Mężczyzna od lat może czterdziestu ośmiu przechodził w ówczas koło pana Robino; był on wysokiego wzrostu, szedł poważnie i z miną nakazującą; rysy jego nieco twarde, pięknymi jeszcze były, pomimo tego, iż namiętności zbyt gorące, więcej niż czas je nadwerężyły; troche był łysy, ale włosy miał ciemne; twarz jego nakoniec, nosiła piętno powagi i surowości — jednakże, osobom lepiej umiejącym rozpoznawać, zdawało się to tylko skutkiem smutków, bo i z oczu jego troski patrzyły. Rozjaśniała się jednak twarz Barona, kiedy patrzał na syna i uśmiech
miły błąkał się po jego ustach. Takim byt Baron de Marsej.
— "Panie Marsej dobrodzieju..: mam honor.... jestem bardzo szczęśliwy.. uszczęśliwiony... najszczęśliwszy..."
Baron spojrzał na kancelistę i zawołał: "Zdaje mi się, ze to pan Robino?..
— "Tak, panie dobrodzieju, najlepszy przyjaciel syna pańskiego, który mie zobowiązał abym przyszedł, i korzystałem..
— "Przyjaciele syna mojego są i moimi razem, i miło mi jest bardzo kiedy mię odwiedzają."
To powiedziawszy, skłonił się pan de Marsej, i poszedł z kim innym rozmawiać, a kancelarzysta nadawszy się, przeciska się wśród tłumu, mówiąc: "Pan de Marsej, zawsze jest ze mną bardzo grzeczny; nawet zdaje mi się być nierównie od syna grzeczniejszym, bo niema tak złośliwej miny. Otoż i muzyka... będą tań-
— "Panie Marsej dobrodzieju..: mam honor.... jestem bardzo szczęśliwy.. uszczęśliwiony... najszczęśliwszy..."
Baron spojrzał na kancelistę i zawołał: "Zdaje mi się, ze to pan Robino?..
— "Tak, panie dobrodzieju, najlepszy przyjaciel syna pańskiego, który mie zobowiązał abym przyszedł, i korzystałem..
— "Przyjaciele syna mojego są i moimi razem, i miło mi jest bardzo kiedy mię odwiedzają."
To powiedziawszy, skłonił się pan de Marsej, i poszedł z kim innym rozmawiać, a kancelarzysta nadawszy się, przeciska się wśród tłumu, mówiąc: "Pan de Marsej, zawsze jest ze mną bardzo grzeczny; nawet zdaje mi się być nierównie od syna grzeczniejszym, bo niema tak złośliwej miny. Otoż i muzyka... będą tań-
www.niepublikowany.pl