Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 29
cować... trzebaż i mnie tańcować, tylko z jaką ładną, bo wcale sobie nie życzę iść w takt przed jakiem czupiradłcm!..."
Muzyka zaczęła;... roskoszne kontradanse Tolbcka (Tolbecqua) zwabiają zewsząd tancerzy, i zachwycają uszy tych, którzy nie tańcują; lecz patrząc tylko na skoki wesołe niewinności i wdzięków, słuchają z upodobaniem wyjątków z najlepszych Oper. Robino zapóźno sio udał do kilku ładnych kobiet, które już znalazł zamówione; i zmuszony został nakoniec wybrać tancerkę młodą tylko i bardzo smakownie ubraną. Robino słyszał ze ją panią Hrabiną nazywano, to mu dodaje ochoty popisywania się przed nią; lecz tancerka bardzo mało zdaje się uważać na jego krygi, a na czułe jego komplementa jednozgłoskowymi tylko odpowiada wyrazami.
— "Otoż szkulepa!" zawołał Robino
odprowadziwszy panią Hrabjnę, i tą razą bierze do tańca młodą, bardzo ładną panienkę, koło której znowu się wdzięczy; ale ładna panienka uśmiecha się tylko na jego koncepta, i całkiem zdaje sio być tańcem zajęta.
— "To gapa!" rzekł Robino i poszedł dalej. Mimo nadzwyczajnych skoków i uśmiechów nikt na niego nic uważa, rozgniewał się, porzucił taniec nieukontowany. "Koniec końców, mówi do siebie, żadna z tych piękności niewarta Franusi! a gdyby Fianusia miała jeszcze suknię tiulową... wieniec na głowie... i bransoletki kamieniami sadzone... jakżeby się wydawała!,.. Pójdę no ja zobaczyć jak tam grają.... Rzucę na stół niby od niechcenia talara, i... do djabła! otoż i lody roznoszą... trzeba tu co pochwycić na drodze."Robino bierze filiżankę lodów, i żeby je wygodnie mógł zjeść, siada za