Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 31
ślał. Riobino, kiedy myslę o mojej pierwszej miłości... a przecież; to już, temu lat dziesięć... Była to prima donna teatru Bramy świętego Marcina (Porte Saint-Martin) a pierwszy raz obiadowaliśmy z sobą. pod Burgundskiem Winobraniem, na przedmieściu Tampl... nie było to tara jeszcze wówczas tak wytwornego stołu... nie było kanału, który teraz przebywać trzeba, żeby się tam dostać... ale jakie tam smaczne dawano nóżki baranie... Zdaje mi się, jakbym tam był... miałem wówczas lat ośmnaście, anim spostrzegł jakem postarzał..." Robino westchnął... ale dla tego kończy lody. — "Kiedy powiadam, Dolmoncie, że się de Marsej zmienił, stosuję to bardziej do jego charakteru, niż do powierzchowności. O ! gdybyś, go znał dawniej, byt wesół, lubił źyć dobrze, śmiał się, żartował z nami, lubił kobielki... Wielkim był ich czcicie-
lem... Ależ djable był zazdrosny... Przypominam sobie, że mu to nie raz było powodem do kłótni i sprzeczek, i dla tego to podobno w dwódziestym trzecim roku, rodzice go ożenili z panienka, do której niewiele miał przywiązania. Uważali bowiem, że będąc tak zazdrosnym, gdyby się z miłości ożenił, byłby bardzo nieszczęśliwy. W istocie, z początku wszystko szło pomyślnie... Znałem pierwszą jego żono, miła była kobiecina, byłaby go uszczęśliwiła — ale umarła w rok po urodzeniu syna. Dowiedziałem się, że de Marsej w sześć lat poźniej się ożenił; lecz wówczas nie byłem w Paryżu; de Marsej przestał służyć w wojsku;. drugiej jego żony nie znalem."
— "De Marsej nie w Paryżu, drugi raz się ożenił... gdzieś podobno koło Bordo (Bordeaux); zdaje się, że familija jego żony, miała tam jakąś posiadłość, i że
— "De Marsej nie w Paryżu, drugi raz się ożenił... gdzieś podobno koło Bordo (Bordeaux); zdaje się, że familija jego żony, miała tam jakąś posiadłość, i że
www.niepublikowany.pl