Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 32
tara się pobrali... a do Paryża nie powrócił, aż gdzie poźniej po ożenieniu.
— "Jakże wyglądała druga jego źona."
— Była prześliczna!... jak czasem chyba zdarzy się co podobnego widzieć na obrazie."
— "Tarn do djabła!...
— "Ale była smętna, zamyślona, a każdy jej uśmiech, zdawał się, jakieś wewnętrzne pokrywać troski. Nie tańcowała nigdy, była jednak w kwiecie wieku, najwięcej jeśli miała lat ośmnaście, ale stroniła od zabaw swego wieku i chodziła tylko na bale, dla przypodobania się mężowi."
— "A de Marsej bardzo ją kochał?"
— "Uwielbiał... starał się jej przysługiwać, rozrywał ją różnego rodzaju zabawami..."
— "Nie miał z niej dzieci?"
— "Nie; lecz piękna Adela, było to
— "Jakże wyglądała druga jego źona."
— Była prześliczna!... jak czasem chyba zdarzy się co podobnego widzieć na obrazie."
— "Tarn do djabła!...
— "Ale była smętna, zamyślona, a każdy jej uśmiech, zdawał się, jakieś wewnętrzne pokrywać troski. Nie tańcowała nigdy, była jednak w kwiecie wieku, najwięcej jeśli miała lat ośmnaście, ale stroniła od zabaw swego wieku i chodziła tylko na bale, dla przypodobania się mężowi."
— "A de Marsej bardzo ją kochał?"
— "Uwielbiał... starał się jej przysługiwać, rozrywał ją różnego rodzaju zabawami..."
— "Nie miał z niej dzieci?"
— "Nie; lecz piękna Adela, było to
imię jego powtórnej żony, kochała bardzo małego Alfreda i pieściła go jak matka. W przeciągu trzech lat umarła, a de Marsej tak się tem zmartwił, że przez czas długi, życie jego było w niebespieczeństwie... ale czas!., widok syna..."
— "Tak, czas! — to najskuteczniejsze lekarstwo... i nie dziwno mi terajs, że teraz tak mu się humor odmienił!.. Można najgłębsze smutki przezwyciężyć; ale zawsze ślad po nich zostanie... Są to rany, które choć wyleczone, blizny po sobie zostawiają."
To mówiąc, stary wojskowy wstaje, jego sąsiad za nim, a Robino sam zostaje, mówiąc sobie: — "Jak też to zabawnie słuchać cudzej rozmowy, to niezmiernie naucza, można słuchać, udając, że się nie słyszy, tem bardziej, że kiedy kto mówi głośno, to w tem niema żadnego sekretu. Muszę no ja jeszcze kobiecej ga-
— "Tak, czas! — to najskuteczniejsze lekarstwo... i nie dziwno mi terajs, że teraz tak mu się humor odmienił!.. Można najgłębsze smutki przezwyciężyć; ale zawsze ślad po nich zostanie... Są to rany, które choć wyleczone, blizny po sobie zostawiają."
To mówiąc, stary wojskowy wstaje, jego sąsiad za nim, a Robino sam zostaje, mówiąc sobie: — "Jak też to zabawnie słuchać cudzej rozmowy, to niezmiernie naucza, można słuchać, udając, że się nie słyszy, tem bardziej, że kiedy kto mówi głośno, to w tem niema żadnego sekretu. Muszę no ja jeszcze kobiecej ga-
www.niepublikowany.pl