Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 34
więcej wart od drugich... bardziej się jeszcze strzedz potrzeba tych zimnych i powolnych... Tacy ludzie najgorzej nas oszukują... Przynajmniej z trzpiotem, który swego charakteru nie kryje, wiemy jak postępować..."
— "I dla tego to zapewne miałaś słabość do Alfreda..."
— "A! broń Boże!... nigdy!... śmiałam się z jego przysiąg; może mię to troche bawiło... bo jest miły, dowcipny... ale kochać!... o ! przysięgam, że mi się to ani śniło. Nie wierz temu..."
— "Jeżeli się tylko moja Źenny, będziesz tak wypierać, to mnie pewno przekonasz, źeś go kochała. "
— "Ah! oto także..."
Znowu ciszej. Robino przechyla się aa krześle, żeby cokolwiek podsłuchać, lecz przez czas niejaki mówią tak cicho, iż tego w żaden sposób dopiąć nie może;
nakoniec Żenny odpowiada głośniej: — "Dobrześ zrobiła, bardzoś dobrze zrobiła... Pewna jestem, ze go to bardzo zaintrygowało, że widzi nas z sobą rozmawiające, bo. myślał, żeśmy się poróżniły... Czy nic wspominał ci czasem o nnie?"
— "O! nie — przedemną on tylko o mnie mówił."
— "I sprawiedliwie."
— "O ! Klaro, ja na zawszę wdową zostanę: nie pójdę pewno drugi raz za maź!..."
— "Możnaż za to ręczyć? — przecież masz dopiero dwódziesły drugi rok." — "Tym bardziej, nie wypada mi narażać szczęścia całego życia mojego — to com już doświadczyła, odraża mie od tego stanu. Pan Zerwil ożenił się ze mną, kiedym miała rok ośmnasly, nie starając nawet mi się podobać, nie pytając, czy