Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 35
mi się podoba? lub nie — prosił o mnie rodziców moich, był bogaty, poszłam za niego. Pan Żerwil jednak byt młody, niczego... Mogła byłabym go kochać, gdyby się byt o to starał, gdyby przynajmniej ze swojej strony miłość mi okazywał. Ja wówczas jeszcze taka byłam głupia!... co chciano tom robiła!... Ale jemu zdało się być rzeczą nieprzystojną starać sio przypodobać żonie. Miał kilka kochanek, które go oszukiwały; te naturalnie więcej były warte od żony wiernej i poczciwej. Lecz on umaił, zapomnieć trzeba o smutkach, których mi był przyczyną; wyznaję jednak, że ta próbka stanu małżeńskiego, złe mi wyobrażenie o mężczyznach zostawiła. Mam ich w ogólności za samolubów, niestałych, niesprawiedliwych dla kobiet... bo oni nic nie przebaczają, im wszystko darować trzeba; chcą być niewiernymi, a od nas stałości wymagają
póki mamy szczepcie im się podobać, póty dobrze, jakże tylko innemu ołtarzowi kłaniać się zaczną, zapominają o nas, i coby mieli pokrywać niestałość swoją podwajając starania i względy, stają się nudni, kapryśni, gniewliwi; a jak się tylko poskarżym, nazywają nas wymagającemi zazdrośnemi."
— " Ach! Żenny! Żenny!"
— " Przekonasz się kochana Klaro, że to sama prawda. — Koniec końcem, pokaz mi choć jedno dobrane stadło? — Będzie to chyba takie, gdzie żona na postępki rnęża oczy zamyka. O! kiedy się im pozwala robić co zechcą, chodzić, latać, szaleć, nic pytając nigdy co robią, wówczas to dopiero powiedzą, że dobra żona, i raz w miesiąc łaskawie z nami na przechadzkę pójść zechcą. "
— "Niestałość Alfreda, moja droga, bardzo cię tedy rozjątrzała.!"