Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 36
— "Niestałość pana Alfreda wcale mnie nie obchodzi, słuchałam go tylko żartem i nigdy nie wierzyłam wyznaniom... Jednakże bardzom rada, żem się dowiedziała... że mam wyobrażenie o..."
Głos znizył się znowu; a ze rozmowa bardzo zajmująca, i Robino chce się dowiedzieć, o czem pani Źerwil ma wyobrażenie, przechyla się więc na krześle, w nadziei, że co usłyszy; lecz ciężar jego ciała przeważa krzesło, i nim się muł czas utrzymać, Robino pada u nóg dwóch przyjaciółek. — Kobiety, które nic uważały na swego sąsiada, troche się zadziwiły, widząc go padającego prawie na ich kolana; lecz Robino zrywa się, przeprasza dość niezgrabnie, i oddala się mrucząc: — "Któż bo widział tak froterować!... Ślisko tak, Że się utrzymać nic nie można!... nie pojmuję jak ci tancerze, jedni po drugich nie popadają. Pra-
wda! że oni chodzą, nie tańcują. Przeklęte krzesło!... Miałem się dowiedzieć o tem wyobrażeniu pani Żenny de Zerwil;  muszę pamiętać jej nazwisko, Alfredowi jak powiem, to się wściecze! Jak to zabawnie."
Robino wraca znowu, tam gdzie tańcują, szuka znowu rozmawiających, słyszy śmiech blizko siebie, są dwie jakieś kobiety, a za niemi krzesło próżne. Robino leci i siada, myśląc sobie: "Śmieją się... założyłbym się, że z jakich kobietżartują... tego opuścić niepodobna!... Nawet im w oczy nie zajrzałem.... ale jak się obrócą, to się przypatrzę: baczność !".
— "Ach! jakże być śmieszny musiał ten jegomość, jakżebym rada widzieć go tańcującego z tobą!,.. Jak go postrzeżesz, pokaż mi go proszę."