Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 37
— "Niezawodnie! bądź spokojna..., łatwo go poznać!... niewiem gdzie go pan de Marsej odkopał!... "
— "Otoż, właśnie, żartują z kogoś; pomyślał Robino, przeczułem to;" i zbliża się, nie przechylając się jednak na krześle.
— "Wystaw sobie, moja droga, figurka niewielka, gruby jak kłoda, cienki, sztywny, nos jak gruszka, oczy małe i błyszczące, usta, które mówiąc zagryza, włosy pofryzowane i kręcące się jak u negra!..." — " Cha! cha! cha!..."
— Do togo jeszcze cały w pretensijach. Prosi mie do tańca... do pierwszego kontradansa; przyjmuję go, i w ciągu tańcu zaczyna się wdzięczyć, plecie stare koncepta, aż mnie samej wstyd za niego... Widząc że mu nic nieodpowiadam na te piękne rzeczy, pozwala sobie ścisnąć mię za rękę!... Cha! cha! cha!..."
Tu, rozmawiająca obraca się, a Robino poznaje hrabinę, z którą pierwszego kontradansa tańcował Zaczerwienił się jak burak, a hrabina, poznając go, wstrzymuje się z trudnością od śmiechu, i trąca zlekka swoją przyjaciółkę. Lecz nim się obróciła, Robino już odszedł daleko; nieposiada się z gniewu, toczy w około wzrok rozogniony, mówiąc sam do siebie:
— "Ależ to!... musi to być jakaś żartownisia !... czy nie o mnie to ona mówiła?.. Bądź jak bądź, życzę jej żeby więcej takich, jak ja znalazła!... Tylko ie taka brzydka, ktoby się tam do niej chciał umizgać.... Powiada, ze ja ją za rękę ściskałem... to kłamstwo!... brzydkie kobiety, to zawsze cóś na mężczyzn skomponują.; a to ze złości, że nie mają kochanków."
Niechcąc już podsłuchiwać rozmowy Robino idzie gdzie grają, z tak skrzywioną rui-