Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 4
chciura... któż cię tak u djabla ubiera? cofnąłeś się pol wieku w tył twoim ubiorem !.
Robino przyjmuje za dobrą monetę te żarty, i puszczając nakoniec jego rękę, odpowiada dobrodusznie.
— "Łatwo to wam, mości panowie bogaci, mając pięćdziesiąt lub sto tysięcy liwrów intraty, iść za modą, pilnować najmniejszych odmian w kroju sukni, lub w kapeluszu, a biedny kancelarzysta mający sobie tylko sto luidorów pensii!... Jednakże — wkrótce mam dostać rangę. Sami pojmujecie, że trzeba porządku, oszczędności, kiedy niechcemy robić długów; a wreszcie, nigdym się bardzo nie zajmował ubiorem!... Wcale nie mam pretensyj, dla mnie — mój Boże! byleby czysto, co mi to znaczy, czy suknia dłuższa, czy krótsza ? "
— "O! filozofujesz Robino!... a te
Robino przyjmuje za dobrą monetę te żarty, i puszczając nakoniec jego rękę, odpowiada dobrodusznie.
— "Łatwo to wam, mości panowie bogaci, mając pięćdziesiąt lub sto tysięcy liwrów intraty, iść za modą, pilnować najmniejszych odmian w kroju sukni, lub w kapeluszu, a biedny kancelarzysta mający sobie tylko sto luidorów pensii!... Jednakże — wkrótce mam dostać rangę. Sami pojmujecie, że trzeba porządku, oszczędności, kiedy niechcemy robić długów; a wreszcie, nigdym się bardzo nie zajmował ubiorem!... Wcale nie mam pretensyj, dla mnie — mój Boże! byleby czysto, co mi to znaczy, czy suknia dłuższa, czy krótsza ? "
— "O! filozofujesz Robino!... a te
loczki tak symetryczne z obydwóch stron!"
— "Ja ich nigdy nie zawijani, same się kręcą!" — "Dajże pokój, założyłbym się, że spać nic pójdziesz póki ich nie pozakręcasz!..." — "Ot, to proszę!..." — "O! znam ja waszeci, z tą udaną obojętnością !... Tak to i w szkołach bywało.:. on mało dbał co dadzą na obiad;... a potem udawał chorego, ażeby go bulijonikiem karmiono!..."
To mówiąc, młody człowiek obraca się do towarzysza, który się niemoże wstrzymać od śmiechu, gdy tymczasem Robino, dla odmienienia rozmowy, przerywa: "No, panie Edwardzie, jakże idzie literatura, teatr?... zawsze się. zapewne powodzi ?... przywykłeś do tego?..."
Edward skrzywił się trochę, a Albert zawołał śmiejąc się do rospuku: "Właśnie w porę o powodzeniach go zagadnąłeś;... tożeś to w słabą żyłkę natra-
— "Ja ich nigdy nie zawijani, same się kręcą!" — "Dajże pokój, założyłbym się, że spać nic pójdziesz póki ich nie pozakręcasz!..." — "Ot, to proszę!..." — "O! znam ja waszeci, z tą udaną obojętnością !... Tak to i w szkołach bywało.:. on mało dbał co dadzą na obiad;... a potem udawał chorego, ażeby go bulijonikiem karmiono!..."
To mówiąc, młody człowiek obraca się do towarzysza, który się niemoże wstrzymać od śmiechu, gdy tymczasem Robino, dla odmienienia rozmowy, przerywa: "No, panie Edwardzie, jakże idzie literatura, teatr?... zawsze się. zapewne powodzi ?... przywykłeś do tego?..."
Edward skrzywił się trochę, a Albert zawołał śmiejąc się do rospuku: "Właśnie w porę o powodzeniach go zagadnąłeś;... tożeś to w słabą żyłkę natra-
www.niepublikowany.pl