Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 42
— "Mnie się zaś zdaje, iż ma wcale dowcipną twarzyczkę, a choć niejest zupełnie piękną, musi się jednak podobać Przysiągłbym, że nic milszego nad jej rozmowę... A taż brunetka, która teraz tańcuje?"
— "Zupełnie jak kłoda, kręci się jak opętana."
— "Spojrzyjże przecie, jak się lekko unosi, mimo swej otyłości! jaka żywość błyska w jej oczach!..."
— "No! no, panie Edwardzie, powiadasz że ci miłostki dojadły, a jednak wszystkie kobiety, przypadają ci do smakuj wszystkie ci się podobają?"
— "Chociażem sprzykrzył już sobie krótko-trwałe związki, nie mówiłem ci, że nie będę kochać; przeciwnie, staram się właśnie, zakochać na dobre..."
— "To zupełnie jak ja, moi panowie, odezwał się Alfred, który słyszał osta-
tnie wyrazy Edwarda i zatrzymał się.
— "I moje serce jest do wzięcia... i niech mię djabli wezmą, jeśli wiem co z niem zrobić od dni piętnastu... a jednak tyle tu ładnych kobiet!"
— "Na honor, mości panowie, rzecze Robino, nadymając się, bądźcie pewni, że na nie wszystkie patrzę bardzo obojętnem okiem... ja jestem filozof;... zresztą, mam czego mi potrzeba, a trudnoby mi było co lepszego znaleść.
— Ach! mój Robino, pokażże ją nam, musiemy, z nią zjeść obiadek.
— "To lubię... cóżto myślicie że to sobie kobieta ni to ni owo, która ci pójdzie z mężczyznami!..
— "Czy niechcesz nam czasem wyperswadować, ze to jaka księżna!...
— "Ale... posłuchajże... dla czegożby to być nie mogło ?..
— "Cha, cha, cha! Robino, czemżeś