Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 47
— "O! nie! nie! wykrzyknęli wszyscy ze śmiechem — onże przecie ma rozum; widać, że się nigdy nie upija!..
— "Ja, mości panowie, odezwał się Robino, trzymając w ręku kielich Szampana — ja to popijam jak mleczko... mam żelazną głowę!... To mi wszystko równo — Alfredzie, wdówka powiada że jesteś poczwarą!.. zdrajcą!.. Musiałeś szalenie zawrócić jej głowę.
— "O tem niewiem wcale, ale to wiem tylko żem ją kochał okropnie, tak, ze jakiś czas myślałem, że to na co ważnego zakrawa. Żenny jest wesoła, miła, dowcipna.... ale jednego dnia znajduję u niej Klarę — nie wiedziałem że to była jej przyjaciołka; wszakże kobiety żyją z sobą, a nigdy się prawie nie kochają. Ta Klara także jest ładna, powiedziałem jej, że ją bardzo piękną znajduje, cóż w tem złego? musiała to pani Żerwil powiedzieć, i ona

rozgniewała się za to. Mniejsza oto.! co mi to szkodzi?... kto to widział być  stałym? — ja pragnę tylko roskoszy! — Pijmy!... za zdrowie ładnych kobiet!
— "Przepraszam, ja wszystkim pięknym i brzydkim życzę zdrowia i życia; przerywa Edward — niech żyją wszystkie kobiety!
— "Tak, woła Robino, podsuwając swój kieliszek — niech żyją! ich zdrowie W ogólności, a w szczególności — bo ja mam sobie szczególną...... ah! ah! ah! i porządną szczególną... same cnotę... z figlarną minką, obyczajną..... wszystko to w jednej osobie modniarki!
— "Oho! ho! twoja księżna zamieniła się w modniarkę! rzecze Alfred — i nie chciałeś, ażeby z nami zjadła obiadek!
— "No i cóż? mości panowie, i cóż? czy to co szkodzi ? czyż na piękność jest monopolium?