Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 5
fił!... Czyliżeś po zmarszczonem czole, po tym nosie spuszczonym na kwintę, nie poznał autora, któremu się wydarzył przypadek!... który padł ofiarą intrygi! którego sztuka, mówiąc krócej, upadła! — "Ba ! czy to być może ?... Jakto ? panie Edwardzie, nieudało ci się?"
— "Tak mój panie — " odpowiedział Edward z westchnieniem. — "Ach to pociesznie !..." — " Znajdujesz to śmiesznem?..." — "Nie... nie chciałem mówić źe to dziwnie;... ty, któremu się tak powodziło.... Wiec ta sztuka złą być musiała?... to jest... niepodobała się?"
— "Tak mi się zdaje, kiedy ją wyświstano!"
— "Juź ja tam nie wiem, jaką była twoja sztuka, ale pewny jestem, że gorszą być nie mogła nad te, na której byłem pozawczoraj w teatrze Fejdo... Wystaw sobie — galimatias!... wchodzą... wy-
— "Tak mój panie — " odpowiedział Edward z westchnieniem. — "Ach to pociesznie !..." — " Znajdujesz to śmiesznem?..." — "Nie... nie chciałem mówić źe to dziwnie;... ty, któremu się tak powodziło.... Wiec ta sztuka złą być musiała?... to jest... niepodobała się?"
— "Tak mi się zdaje, kiedy ją wyświstano!"
— "Juź ja tam nie wiem, jaką była twoja sztuka, ale pewny jestem, że gorszą być nie mogła nad te, na której byłem pozawczoraj w teatrze Fejdo... Wystaw sobie — galimatias!... wchodzą... wy-
chodzą;... koniec końcem musiało to być porządnie głupie, kiedy ja co nigdy nie świszczę, niemogłem sie wstrzymać od tego... syczałem jak grzechotnik."
Alfred wstrzymywał się kilka minut od śmiechu, lecz nakoniec wybuchnął biorąc się za boki, a Edward układając minę zadowolniona, rzekł: — "Bardzom panu wdzięczen, żeś sie także przyłożyć raczył do obalenia mojego dzieła,"
— "Jakto!... więc — więc to było twoję? zawołał Robino wytrzeszczając maleńkie, czarne oczy."
— "Tak, tak! dodał Alfred, na jego to sztuce syczałeś jak grzechotnik!..." — "Ach! mój Boże, mocno mie to martwi !... Gdybym się był domyślił;... ale.. to twoja wina, było mi przysłać bilet, rzeczy inaczejby poszły... Teraz przypominam sobie, że tam było wiele dowcipu, kilka scen przewybornych... mo-
Alfred wstrzymywał się kilka minut od śmiechu, lecz nakoniec wybuchnął biorąc się za boki, a Edward układając minę zadowolniona, rzekł: — "Bardzom panu wdzięczen, żeś sie także przyłożyć raczył do obalenia mojego dzieła,"
— "Jakto!... więc — więc to było twoję? zawołał Robino wytrzeszczając maleńkie, czarne oczy."
— "Tak, tak! dodał Alfred, na jego to sztuce syczałeś jak grzechotnik!..." — "Ach! mój Boże, mocno mie to martwi !... Gdybym się był domyślił;... ale.. to twoja wina, było mi przysłać bilet, rzeczy inaczejby poszły... Teraz przypominam sobie, że tam było wiele dowcipu, kilka scen przewybornych... mo-
www.niepublikowany.pl