Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 50
chodu!.. a zdaje mi się jednak, że on lepiej powinien pisać odemnie! — I cóżto moi panowie nie pijecie — byłem pewny że was wszytkich przesadzę."
W istocie wszyscy ziewać zaczynają; próżno Alfred chce biesiadników rozweselić, bo już powoli drzemać zaczynają. Żegnają sie nakoniec wszyscy i biorą za kapelusze, udając że są zupełnie pewni nóg swoich.
Dzień już byt widniuteńki, już lud roboczy przebiegając ulice szedł do pracy; już wieśniacy wracali z targu przedawszy warzywo. Wesołe i świeże twarze wieśniaków i wyrobników, dziwnie odbijały od wy bladłych trzpiotów — Ale też pierwsi byli wyspani, a drudzy całą noc czuwali i szli na spoczynek, kiedy tamci od niego wracali.
Robino wyszedł także z innymi, a widząc się sam jeden na ulicy, nie wie co
W istocie wszyscy ziewać zaczynają; próżno Alfred chce biesiadników rozweselić, bo już powoli drzemać zaczynają. Żegnają sie nakoniec wszyscy i biorą za kapelusze, udając że są zupełnie pewni nóg swoich.
Dzień już byt widniuteńki, już lud roboczy przebiegając ulice szedł do pracy; już wieśniacy wracali z targu przedawszy warzywo. Wesołe i świeże twarze wieśniaków i wyrobników, dziwnie odbijały od wy bladłych trzpiotów — Ale też pierwsi byli wyspani, a drudzy całą noc czuwali i szli na spoczynek, kiedy tamci od niego wracali.
Robino wyszedł także z innymi, a widząc się sam jeden na ulicy, nie wie co
się z nim stanie, zdaje mu się, że donn walcują koło niego, i ziemia nawet pod nogami jego się obraca. Z osłupiałą miną patrzy na przechodzących; i oni także z niejakiem podziwieniem patrzą na niego, bo się śmieją. Robino jednak sądzi, że to jakiś zawrót głowy go napadł, chce go przezwyciężyć, nasuwa kapelusz na oczy; potem mocując się na nogach, szybkim krokiem idzie aż do domu, dokąd zaszedł, niezatrzymując się wcale i zmordowany w pół śmierci. Pierwszą osobą,. którą spotyka Riobino na schodach, iest Franusia, która szła sobie po mleko na śniadanie.
— Cóż to? dopiero wracasz? rzekła do niego, kiedy on usiłował drzwi otworzyć i nie mógł kluczem trafie do zanika.
— "Tak! moja droga, tylko co się wieczór skończył.
— Wieczór!... tać to już dzień biały
— Cóż to? dopiero wracasz? rzekła do niego, kiedy on usiłował drzwi otworzyć i nie mógł kluczem trafie do zanika.
— "Tak! moja droga, tylko co się wieczór skończył.
— Wieczór!... tać to już dzień biały
www.niepublikowany.pl