Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 51
od dawna. przeszło szósta..;. Cóż tam tak koło drzwi gmerasz?
— Nie pojmuję co się stało memu kluczowi, Franusiu; ale żadną miarą do zamka włożyć go nie moge.
— Dajże no mnie, ja potrafię otworzyć."
Franusia drzwi otwiera, i przypatrując mu się z uwagą, wota:"Cóż to ci jest ? oczy na łeb ci wylazły!
— "Niewiem doprawdy co mi jest, ale że mi cóś tak ckliwo i niedobrze, to pewna.
— O! ja wiem co ci jest; musiałeś się ubrać porządnie! "
Robino rzucił się na krzesło i wzdycha od serca, Franusia idzie za nim, i pogląda na niego ruszając ramionami. Widząc nakoniec że się nie odzywa, lecz tylko wzdycha a wzdycha, woła: "Kiedyż się skończy to jęczenie?... jak widzę bardzo
wracasz z balu!... — "Ah! Franusiu, bo ja sobie rozmyślam, jak te bale są rzeczą próżną!... te tłumne zgromadzenie, na które tak się trzeba stroić! a to tylko żeby się znudzić — O! lepiej bym zrobił nierównie, gdybym byt schował pieniądze i poszedł z tobą!..
— "Rozumiem, musiał w karty przegrać pieniądze, i teraz moralizuje.
— "Tak, moja droga! przegrałem wszystko... jestem goły.
— "Bodaj i ciebie i twoich graczów żółtaczka porwała!
— "Już tego nie wiem, czy ja będę miał żółtaczkę, czy co; ale bardzo mnie cóś kręci koło serca.
— "Tak, tak, smutek ci nie popsuł jak widać apetytu i pragnienia !
— "Ale ręczę ci, nic prawie w ustach nie miałem, chociaż była wieczerza wspaniała.
— "Przyniosłeśże mi cokolwiek ?
— "O ! miałem pełne kieszenie... ale sam nie wiem jakim sposobem teraz nic i niemam.
— "Zawsze po swojemu!.. otożto grzeczny!., miluchny!..
— "Franusiu! nie wyrzucaj mi, bo zasłabnę...
— "Tak! udusi cię wieczerza..:. Co to za rzecz miła taki kochanek, który bawi się tam gdzieś z kim innym i wraca z niestrawnością.
— "Ach, Franusiu! błagam cię, nie opuszczaj mnie!
— "Otóżto, teraz go trzeba pielęgnować! No siedźże spokojnie — zrobię ci herbaty.
— "Tak, tak, moja droga! zrób, zmiłuj się — już nic prócz herbaty pić nic będę"
Modniarka zbiega szybko ze wschodów, i kupuje co potrzeba dla pana Robino, który dostał najdoskonalszej niestrawności w swoim rodzaju. Ale Franusia jest żywa, lekka, zręczna; w momencie rozpaliła ogień, zagotowała wodę i dala herbaty choremu. Dzięki jej staraniom, polepszyło mu się nieco, i za każdą filiżanką herbaty, którą mu Franusia podaje, powtarza; — "O! Franusiu! będę twoję dobroć pamiętał!... wszystkie moje pieniądze z tobą stracę; chciałbym mieć tron, aby go z sobą podzielić, ale, ach! i takbym twojego przywiązania nie opłacił!.. Co się tycze tych wielkich wieczorów, nie pójdę nigdy na nic;... wielki świat mię wcale nie nęci;... z tobą i w wieś-; niaczej chatce byłbym szczęśliwy!"