Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 52

ROZDZIAŁ IV.
NIESPODZIEWANY MAJĄTEK. — KONNA PRZEJAŻDŻKA. — CO TO MOGĄ PIENIĄDZE.
 
Ośm dni upłynęło od balu dawanego przez barona de Marsej. Baron nazajutrz po zabawach danych u siebie, opuścił Paryż, a to dla odwiedzenia jednego z miejsc w dobrach swoich, o kilka mil od stolicy odległego; wydalał się on często, już to dla odwiedzania przyjacioł, już dla oglądania majątków, nakoniec dla rozerwania się; lecz exkursye jego nie przedłużały się nad dni dwanaście; w małych podróżach które P.Marsej odbywał, rzadko mu syn towarzyszył; Alfred z swojej strony dogadzał wszystkim swoim za-
chceniom, ruszał gdzie mu się podobało, przebywał w mieście lub na wsi, baron mu w tem żadnej nie stawił przeszkody. Alfred u siebie zatrudniony byt ubieraniem się, zatrudnienie nader ważne dla trefnisia, odbywał to od niechcenia, z przyczyny, iż w tym czasie nie miał przedmiotu, któremuby się chciał podobać, czasem myślał o P.Zerwil; żywa Żenny wielce mu się podobała, lecz ta rozgniewała się, jak Alfred pochwalił Klarę, I powtórzył jej to, nie pojmując jak gniewać się można za rzecz tak prostą, nie starał się o uspokojenie gniewu Żenny, i ubierając się tak do siebie mówił: — "Jak te kobiety są wymagające!.. chciałyby, żeby w oczach naszych te tylko były piękne, przy których jesteśmy... to jest, chciałyby, żebyśmy żadnych nie chwalili, prócz brzydkich; bo dla brzydkich, są one niezmiernie łaskawe, i chcą nas przymusić koniecznie,