Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 53
abyśmy je chwalili, mówiąc: — "Panu trudno się podobać, ona jest wcale niebrzydka" — Lecz jak się tylko odezwiem: ot to ładna kobieta! wołają: — "Mój Boże, gdzieżeś pan podział oczy?.. Sądziłam, że pan lepszy masz gust nierównie!..; Cóż tu pięknego w tej kobiecie?..." Przypomnijcież sobie, że nie można być nigdy sprawiedliwym sędzią w własnej sprawie. Możecie sobie mówić co się wam podoba, ale mężczyzni potrafią osądzić i postrzedz w kobiecie, to coś które dodaje jej wdzięku przy najpospolitszej twarzyczce, i nawzajem — wy znowu mężczyzn lepiej potraficie osądzić."
Przerwał Alfredowi uwagę hałas jakiś pochodzący z salonu; i prawie w tej samej chwili, drzwi gabinetu otwierają się nagle, i Riobino wlatuje jak kuła, tak szybko biegnąc uściskać Alfreda, iż wy-
wraca kryształową miednicę, z której się umywał.
— "Ach! kochany przyjacielu!.. drogi przyjacielu!... " wykrzykuje Robino z pomieszaną twarzą. — "Jakem rad !... uściskajże mnie!... nie! to  ja ciebie powinienem uściskać!... Ach! nie wiesz!... nie domyślasz się!...
— "Wiem to tylko żeś wpadł jak warjat — odpowiedział Alfred, i żeś mi potłukł piękną miednicę od Jakobsa, przecudownie zrobioną.
— "Nic to, mój przyjacielu! dam ci drugą — dwie trzy nawet, jeżeli zechcesz!.. Dam ci, chcesz!.."
Alfred przypatruje mu się, stara się z oczu jego wyczytać; Robino uspakaja się powoli, i usiłuje dać się zrozumieć.
— "Mój kochany Alfredzie, ukontentowanie moję, pomięszanie, muszą ci się zdawać nadzwyczajne — ja to
  pojmuję...