Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 54
i mnie to tak czasem się wydaje... czasem nawet wszystko za sen biorę;.... ale, dzięki Bogu, to nie sen.,. kiedym się rozstał z tobą; ośm dni temu, po balu, byłem...
— Byłeś pijany!...
— Ale ja nie o tem mówię... Byłem sobie jeszcze wówczas kancelistą, miałem pensij nędzne 1500 franków.
— Cóż to? teraz szefem zostałeś?
— Więcej niż to, mój drogi!.. Niech wszyscy djabli wezmą bióro !.,.. Mam dwadzieścia pięć tysięcy franków dochodu!...
— Dwadzieścia pięć tysięcy!
— Tak, tak, ja Juliusz Raul Robino... będę miał ekwipaź!.... Jestem bogaty, prawie tak jak ty;... rnoże jeszcze nic tak, ale to z czasem przyjdzie!... Kiedy już na to poszło... majątek!... uf!.. Niech no usiedę... zmordowałem sie!... Od
czasu, jak mam dwadzieścia pięć tysięcy Franków dochodu, dostałem jakiegoś bicia serca;... czasem nawet oddychać nie mogę!"
Robino rzuca się na kanapę, wyciąga chustkę z kieszeni, odpina pasek, żeby mógł wolniej oddychać, i najwygodniej się lokuje; widać, ze pieniądze skutkować już zaczęty, że to już nie ten sam skromny, cały w ukłonach kancelista, który nim usiadł, witał się i prawił najdziwniejsze komplementa. Lecz dla zmiany głów, charakterów, osób i obyczajów, odmiana majątku jest najdoskonalszym środkiem, a niezawodna, rzeczą, że nauki, które daje przeszłość, przyszłości nie służą, bo luzie mato się polepszają i nigdy jutro nie widzi inaczej, jak wczoraj widziało. Alfredowi się zdało, że dwadzieścia pięć tysięcy franków-intrafy, które z nieba spadły jego przyjacielowi, nic mu do u-