Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 6

cno mie to martwi, panie Edwardzie..." — "Bądź pewny, ze ja się za to bynajmniej nie gniewam — parę świśnień mniej, więcej — co to znaczy!... mojem zdaniem w teatrze lepiej runąć porządnie od razu, - jak trzymać się na włosku przez kilka reprezentacyj."
— ""Więc mi tego mieć za złe nie będziesz? " — " Nie! odpowiedział Alfred, okazałeś mu przez to moc twojej przyjaźni, kto się kocha, ten się kłóci!.., A z resztą, najsławniejsi wodzowie nie jedną bitwę przegrali;... nieprawdaż Edwardzie ?..; Poszedłbym o zakład, że od pozawczorajszego wieczora, powtórzono ci to z pięćdziesiąt razy."
Edward uśmiechnął się; lecz ta. razą, już z dobrego serca wziął znowu za rękę swego przyjaciela, ktory patrząc na Robina, uśmiecha się złośliwie.
— "Zawsze jesteś zatrudniony, Bobi-
no?" — "Oh! zawsze;.. robotę mamy piekielną:.. Szef bióra polega na mnie... wie... ze w chwilach pracy znajdzie mrę zawsze koło siebie..." — "Cóz tam masz w tej ogromnej tece, ktora tak ściskasz pod pacha?... Czy nie myślisz dzisiejszego wieczora grać roli notaryusza?..." — "Nie, to nic dla zabawki, to robota, którą niosę z sobą..." — "Do licha!" — "Arcy pilna robota, czasami i nocą siedzieć musze;... lecz za to pewny jestem awansu!.."
Alfred nic nic odpowiada: zagryzł tylko usta, spojrzał na Edwarda; i po kilku chwilach rzekł: "A miłostki, Robino, jak idą?... Ucz masz teraz kochanek?" — "Oh! w tem to ja mam rozum, wielki rozum; naprzód ze nie jestem w stanie tracić na kobiety; powtóre, choćbym i mógł, tobym tego nie zrobił;... ja wtem nie smakuję... Lubię zęby mie kochano