Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 61
si, a mówmy o moich zamysłach. Kochani przyjaciele! nie wiecie co mi po głowie chodzi;... otoż... myślę... o.... zamku.
— O zamku ? powtórzy? Alfred — ależ mój biedny Robino, zwarjowałeś, jeśli broń Boże kupisz zamek; bo nie będziesz miał nawet za co go, utrzymać!
— "Tak, tak, ależ ja przecie umiem rachować — między zamkiem i zanikiem jest
różnica!... za sto tysięcy franków czyż niemogę nabyć piękną posiadłość... Majątek zdoniem w guście gotyckim....
Mój Notaryusz mówi! mi iż się o to postara;... w ówczas, moi kochani, można wziąć nazwisko od majątku... Tyle tego mamy codziennych przykładów; a między nami mówiąc, do dwódziestu pięciu tysięcy intraty, nazwisko Robino, nie bardzo dobrze przypada.
— "Jakto? panie Robino, odczwał się
Edward, tyżto. którego losu zmiany odmieniać nie miały, któryś mi swoimi zdaniami przypominał Sokratesa i Cynrynnata.
— "Mówiłem wam już, moi przyjaciele, że mam zamysły — ja daleko już patrzę. Kupuje zameczek, ziemio, i biorę imie od posiadłości. To mnie cokolwiek uszlachetnia; w ówczas znajduję bogatą dziedziczkę: przychodzę; podobałem się — i żenię; — hę?... zdaje mi się, ze tonie bardzo głupio wygląda; a gdybym się sobie tylko nazywał Robino, nie mógłbym się z żadną zacną familiją połączyć!.. — O mój Boże! gdybyś ty wiedział wujaszku Gracijanie. jak ja pięknie twoich bogactw użyję!
— "Tak, a na początek, pogardzasz jego nazwiskiem!
— "Widzisz sani że mi to z rachuby Wypada: takem sobie ukartował; kupuję