Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 64
go nie zniewala do zrobienia mu grzeczności; nikt nie ustępuje, niektórzy nawet pod bok go szturchają, i Robino dostał już kilka kułaków za to, ze się przez tłum cisnął Wówczas woła: "Nic głupszego jak iść piechota, mając pojazd i konie!" A Alfred i Edward mówią sobie po cichu: "O! jest jeszcze cóś głupszego od tego!"
Przybyli do domu barona de Marsej. — Dwaj przyjaciele już są na koniach, a Żermę służący Alfreda, podaje panu Robino śliczną klaczkę okazującą z miny wielką do przejścia się ochotę — Robino marszczy się, i obchodzi w koło konia, mówiąc: — "Tylko mi się zdaje, że on ma coś złośliwą minę."
— "Owszem, trudno znaleść powolniejsze stworzenie, jest to koń damski."
— "To dobrze, ale czegoż on tak bruk nogą wybija. "
— "Bo chciałby biedz prędzej — jest niecierpliwy."
— "Kiedy niecierpliwy, to może ponosić... a ja nie chcę lecieć jak warjat! " — "Ale! nie bójże się! czyż nie umiesz jeździć?..."
— "No! no! ale po śniadaniu trzeba jechać powoli, jest to regułą."
— "Jeżeli nie chcesz jechać, to się zostań — do twojej woli — my sami pojedziem."
— "O! nie — dalibóg — nie!... jadę z wami!... zobaczycie, moją zręczność... zgrabność..."
— "Siadajże?"
— "Zkądże tu siadać? "
— "Jakże, czyż i tego nie wiesz?"
— "Zapomniałem,... dawno się już uczyłem..."
— "Ale mój kochany Robino, spadniesz niezawodnie."
— "Oh! a prosiłem cię przecie, żebyś mnie Julijuszem nazywał?"
— "No, Żermę przytrzymaj mi strzemię... tak..."
— "No śmiało! ach! jakiżeś ciężki jak kłoda!"
Już Robino nakoniec przełożył prawą nogę i siedzi spoglądając z miną zwycięską na około. — " Jedźmy, odzywa się Alfred: już uderzył konia, kiedy Robino wołać zaczyna: — "Stój! stój, poczekaj, jeszczem się nie usadowił... Do djabła! czegoż tak się śpieszyć... nimem się opatrzył... strzemiona za długie.... ledwie końcem palców dostaję."
— "Właśnie tak być powinno, nie będziesz podskakiwał."
— "Otoż to! tylko com nie przejechał przez łeb memu koniowi, ja lubię krótkie strzemiona, mocniej się siedzi. Zermę,
skróć mi je... jeszcze... ottak!... teraz siedzę jak przyklejony."
— "No! więc już możem jechać!"
— "Tak, tak, możemy!"
Alfred i Edward ruszyli, Robino za nimi. Pomimo skróconych strzemion, podskakuje, chwieje się, a prawą ręką trzyma się za siodło.