Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 65
Przez ulicę Paryża, jadą lekkim kłusem, a Robino jakkolwiek jedzie za nimi, wołając co chwila: — "Panowie, nie tak prędko!... zabroniono galopować po ulicach..."
— "Przecież, zdaje mi się nie galopujem..."
— "Ależ, nie jedźmy tak prędko... jeszczem się nie oswoił.. a zresztą daleko przyjemniej jechać powoli."
Jadą na Elizejskie pola; już Robino spotniał cały, a kapelusz tak mu się zsunął na tył, że włosy rozwiewają się po czole i twarzy.
— "No, panie Julijuszu, rzekł Edward, tu pojedziem galopem, droga przepyszna.
— "Tak, tak, droga śliczna... ale ja czuję poruszające się w mojem żołądku śniadanie, za każdym skokiem konia;... ta klacz, ma szalenie trzęsący kłus.
— Ba! żartujesz; puść ią zresztą galopem.
— "Zaraz, zaraz — strzemiona są jeszcze za długie.
— "Co ty pleciesz, kolana trzymasz już koło uszu.
— "A ! to nic nie szkodzi;... uczyłem się gruntownie... są to prawidła.
— "Niema co mówić! są to piękne zasady.
— "No! teraz dobrze!
— "Więc ruszajmy."
Edward i Alfred pojechali galopem. Robino ani myśli jechać tak prędko, ale klacz
— "Przecież, zdaje mi się nie galopujem..."
— "Ależ, nie jedźmy tak prędko... jeszczem się nie oswoił.. a zresztą daleko przyjemniej jechać powoli."
Jadą na Elizejskie pola; już Robino spotniał cały, a kapelusz tak mu się zsunął na tył, że włosy rozwiewają się po czole i twarzy.
— "No, panie Julijuszu, rzekł Edward, tu pojedziem galopem, droga przepyszna.
— "Tak, tak, droga śliczna... ale ja czuję poruszające się w mojem żołądku śniadanie, za każdym skokiem konia;... ta klacz, ma szalenie trzęsący kłus.
— Ba! żartujesz; puść ią zresztą galopem.
— "Zaraz, zaraz — strzemiona są jeszcze za długie.
— "Co ty pleciesz, kolana trzymasz już koło uszu.
— "A ! to nic nie szkodzi;... uczyłem się gruntownie... są to prawidła.
— "Niema co mówić! są to piękne zasady.
— "No! teraz dobrze!
— "Więc ruszajmy."
Edward i Alfred pojechali galopem. Robino ani myśli jechać tak prędko, ale klacz
za końmi się wyrywa, i jeździec mimo ochoty musi jechać galopem. Robino, który tak nigdy nie jeździł, sam nie wie co się z nim dzieje; rzuca się w tył, naprzód, zrywa lub popuszcza cugle; wyobraża sobie, ze koń go nosi, i krzyczy co siły: — "Trzymajcie!.... trzymajcie go!.." ale Alfred mu odpowiada: — "Nie bój się Robino — ruszaj!" a Edward dodaje: — "No! panie Julijanie, trzymaj się prosto;... trochę zgrabniej."
Nowego jeźdzca już żadnem nazwiskiem nic zwabić; nic nie słucha; zgubił kapelusz, i wkrótce sam się zwalił na ziemię, a Alfred z Edwardem którzy go znacznie wyprzedzili, widzą przybywającą klacz bez jeźdzca.
Myśląc więc, że mu się jaki trafił przypadek, wracają, prowadząc z sobą konia pana Robino. On wstał, z trochę nadtłuczonymi bakami, i poszukawszy
Nowego jeźdzca już żadnem nazwiskiem nic zwabić; nic nie słucha; zgubił kapelusz, i wkrótce sam się zwalił na ziemię, a Alfred z Edwardem którzy go znacznie wyprzedzili, widzą przybywającą klacz bez jeźdzca.
Myśląc więc, że mu się jaki trafił przypadek, wracają, prowadząc z sobą konia pana Robino. On wstał, z trochę nadtłuczonymi bakami, i poszukawszy
www.niepublikowany.pl