Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 67
Robino umiał już na pamięć wszystkie afisze, kiedy dwaj młodzi jego towarzysze powrócili z przechadzki. Ponieważ żadną miarą nie chciał siąść na koń, Alfred prowadzi klacz, a Robino jedzie za nimi w najętej karijolce. Powracają do domu barona de Marsej, ale dopiero pół do czwartej, a obiadu wcześniej jak o szóstej jeść nie wypada; Alfred idzie pisać listy. Edward wychodzi z wizytami, a Robino, któremu się to w głowie nie mieści, jak dnie mogą się dwa razy dłuższemi wydawać; kiedy nie pracując, człowiek zabawy sobie wynaleść nie umie; idzie dla rozrywki, do swego Notarijusza.
O szóstej zeszli się znowu, i idą wszyscy trzej do restauratora. Alfred i Edward, namówiwszy się wprzódy, wmawiają panu Robino, że ludzie dobrego tonu, bardzo mało jeść powinni, i odsyłać większa część potraw nie tykając.
O szóstej zeszli się znowu, i idą wszyscy trzej do restauratora. Alfred i Edward, namówiwszy się wprzódy, wmawiają panu Robino, że ludzie dobrego tonu, bardzo mało jeść powinni, i odsyłać większa część potraw nie tykając.
Skutkiem tego, Robino odsyła kilka najsmaczniejszych potraw, na które wielki miał apetyt — lecz dla mody, woli być głodnym...
Wieczorem idą na teatr włoski; Robino słucha muzyki, ale jej nie czuje, i wstrzymuje się o ile możności od ziewania, wołając: Bravi! brava! bravissima! polem patrzy na zegarek, czy się to prędko ukończy. Spadła wreście zasłona, Alfred wraca do domu, Edward także, a Robino siada do karijolki czekającej go u wrót, którą ma odjechać na ulicę świętego Honorijusza.
Robino już jest przed domem, w którym niedługo myśli już przemieszkiwać; bo mu się już zdaje okropnym i niewygodnym. Lecz nim wszedł do siebie, rozkazuje nowemu swemu słudze Franciszkowi, aby jutro raniuchno przyjechał z karijolką.
Wieczorem idą na teatr włoski; Robino słucha muzyki, ale jej nie czuje, i wstrzymuje się o ile możności od ziewania, wołając: Bravi! brava! bravissima! polem patrzy na zegarek, czy się to prędko ukończy. Spadła wreście zasłona, Alfred wraca do domu, Edward także, a Robino siada do karijolki czekającej go u wrót, którą ma odjechać na ulicę świętego Honorijusza.
Robino już jest przed domem, w którym niedługo myśli już przemieszkiwać; bo mu się już zdaje okropnym i niewygodnym. Lecz nim wszedł do siebie, rozkazuje nowemu swemu słudze Franciszkowi, aby jutro raniuchno przyjechał z karijolką.
www.niepublikowany.pl