Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 68
— "Jutro rano!... z karijolką!.." odezwał się ktoś, kiedy Robino mówił te słowa wchodząc do domu — a on poznał... Franusię, z którą się jeszcze od nagłej losu swojego odmiany nie widział.
Franusia zatrzymuje się: trzymając w ręku kawałek świecy uwinięty w bibułę i zapalony, i czeka na niego, choć on się wcale nie śpieszy.
— "Tak! to ja!"
— "Cóż się to z tobą stało od pozawczoraj... jakem pana nie widziała ?... karijolki!... Udajesz coś wielkiego latając tak w karijolkach?"
— "Chodźmy na górę Franusiu, niema nic nieprzyzwoitszego, jak rozmawiać na wschodach, cierpieć tego nie mogę !.."
— "Ach! mój Boże!... Jaśnie Oświecony pan, mógłby się skompromitować!... bardzo przepraszani księcia pana!... gdy-
Franusia zatrzymuje się: trzymając w ręku kawałek świecy uwinięty w bibułę i zapalony, i czeka na niego, choć on się wcale nie śpieszy.
— "Tak! to ja!"
— "Cóż się to z tobą stało od pozawczoraj... jakem pana nie widziała ?... karijolki!... Udajesz coś wielkiego latając tak w karijolkach?"
— "Chodźmy na górę Franusiu, niema nic nieprzyzwoitszego, jak rozmawiać na wschodach, cierpieć tego nie mogę !.."
— "Ach! mój Boże!... Jaśnie Oświecony pan, mógłby się skompromitować!... bardzo przepraszani księcia pana!... gdy-
bym była wiedziała godzinę jego powrotu, byłabym rozcięła świecę na czworo i zrobiła illuminaciją na wschodach."
Robino idzie na górę, za nim modniarka, trzymając ciągle świecę w ręku. Robino rzuca się od niechcenia na krzesło, a Franusia przybliża świecę, mówiąc:"Cóż to za suknie?... miałeś tylko przecie swój dawniejszy garnitur czarny, uchodzący za nowy, i drugi szaraczkowy?"
— "Właśnież! teraz mam inny!... i po wszystkiem.
— "A te dewizki!.. ten złoty łańcużek!... oh! coś w tem być musi!..."
— "Tak, Franusiu, od pozawczoraj wielkie zaszły odmiany."
— "Doprawdy!... Musiałeś wziąść sto talarów nagrody?"
Robino uśmiechnął się z politowaniem, mówiąc: "Sto talarów! mój Boże!... to fraszka...."
Robino idzie na górę, za nim modniarka, trzymając ciągle świecę w ręku. Robino rzuca się od niechcenia na krzesło, a Franusia przybliża świecę, mówiąc:"Cóż to za suknie?... miałeś tylko przecie swój dawniejszy garnitur czarny, uchodzący za nowy, i drugi szaraczkowy?"
— "Właśnież! teraz mam inny!... i po wszystkiem.
— "A te dewizki!.. ten złoty łańcużek!... oh! coś w tem być musi!..."
— "Tak, Franusiu, od pozawczoraj wielkie zaszły odmiany."
— "Doprawdy!... Musiałeś wziąść sto talarów nagrody?"
Robino uśmiechnął się z politowaniem, mówiąc: "Sto talarów! mój Boże!... to fraszka...."
www.niepublikowany.pl