Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 69
— "Jakto fraszka!.:. Bądźze łaskaw, daj mi ze dwanaście takich fraszek, a ja jutro podniosę się jak balon pod obłoki!"
— "Słuchaj mnie uważnie, Franusiu."
— " Pozwól, niech wprzódy usiądę, bo kto  wie, moie to co powiesz, wielki na renie zrobi skutek!.."
Franusia oprawia świecę w lichtarz, i siada naprzeciw Robino, który nim mówić zaczął, przybiera minę napuszoną.
— "Ja, mościapanno...
"
— "Jakto ?
mościapanno — do mnież to mówisz?...
— "Zapewne...
— "I nazywasz mnie mościapanną!... Badźze grzeczniejszy! Patrzcie no go z jego mościapanną!...
— "Niech i tak będzie, Franusiu, oznajmuję ci więc, ze nie jestem już ten chłystek, którego 1500 franków pensii, składały cały majątek; nadzieje, o, kto-
rych ci nieraz wspominałem, przyszły do skutku..: Byłem zawsze pewny, że mój wuj mnie zbogaci... kochany wuj Gracijan!... umarł i zostawił mi 25,000 franków rocznego dochodu.
— "Ba! bycze to może!.. czy nie żartujesz?...
— "Nie, Franusiu, Jestto najświętsza prawda... jestem niezmiernie bogaty,... wprędce będę miał zamek, bo postanowiłem sobie mieć go niezawodnie!...
— "Jakto! tyś bogaty, i niepowiedziałeś mi o tem do tej pory!... dręczyłam się tak długo niewiadomością!... no! chodźmyz się bawić!... tańcujmy!.... skaczmy!... ruszając się!... jesteś bogaty, i siedzisz tak spokojnie?"
Franusia porywa go za ręce i kręcicie z nim w około pokoju; Robino wyrywa się nakoniec i siada, a Franusia skacze no krzesłach i stołach.