Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 7
dla mnie tylko samego, nic dla moich pieniędzy!..."
— '"Zapewne, nie przeczę, ześ godny ubóstwienia."
— " Ale ja nie mówie wyraźnie, zęby mnie ubóstwiano; lecz zadam tej sympatyi... tego zupełnego oddania się... tego... go... Ah! śmiejesz się!... nie wierzysz w prawdziwą miłość!..."
— "Ja ? o! bardzo przepraszam, ja wierzę we wszystko, w co tylko chcesz, za dowód nawet powiem ci, ze mi się zdaje, iź kocham wszystkie ładne kobietki; nieprawdaż Edwardzie?... Ale! zapomniałem — z nim teraz o kobietach mówie me można."
— "Jakto! czy i na tem upadł? zawo łat Robino śmiejąc się sam ze swego dowcipu."
— "Nie... ale właśnie — ostatnia jego kochanka uciekła z jednym Anglikiem,
i Edward przysięga, ie już więcej szwaczek kochać nie będzie..." — "Ah! wiec to była szwaczka!... a przysiągłbym, żeś jej nigdy niczego nie odmówił;... boś ty bardzo wspaniały... a ona porzuciła cię, dla jakiegoś Anglika, który jej powóz obiecał; Otoż to szalej za kobietami!...
— "A za kimże szaleć?... Co do mnie, choć mię kobiety często oszukują, ja się zato na nie, nie gniewam;.., bo, koniec końcem, kochanka która nas porzuca, dozwala nam wybrać sobie drugą, gdy tymczasem stała, tak nas uplącze, ze nie wiemy jak się od niej uwolnić!"
— "Otoż to rozumowanie płochych; przerwał Edward; o! ty zawsze w miłości będziesz szczęśliwym Alfredzie: bo nigdy prawdziwie kochać nie będziesz!" — "To prawda, rzekł Robino, on bieży tylko za roskoszą, nie za uczuciem; a będąc jak on bogatym, dobrego urodze-