Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 70
— "Bezwątpienia, Franusiu, odzywa się nakoniec Robino wahając się na krześle: — życzeniem jest mojem abyś się bawiła;... przy zdarzonej okoliczności z największą chęcią dopomogę ci w czem będę mogł; możesz nawet być pewna mojej łaski i protekcii;... co się zaś tycze tego... żebyś miała być nadal moja kochanką, sama pojmujesz, że to niepodobna;... i że mój stopień w towarzystwie, wszelkich mi z tobą stosunków zabrania."
Franusia, która właśnie w tej chwili stała na komodzie w postaci Psichy, przyskakuje jednym susem do niego i wota: "Cóż to ty lam bredzisz o twoim stopniu w towarzystwie... że się już po dawnemu ze mną widywać nie będziesz?.. Bądź tak grzeczny i wytłumacz mi to trochę wyraźniej.
— "Zdaje misie, kochana Franusiu, że to samo z siebie jest dość jasnem. Jestem
jak zawsze twoim przyjacielem;... jutro nawet dam ci tego dowody, myśląc ci darować piękny szal bur de sua;... Lecz mówie że nie mogę być twoim kochankiem, ani chodzić z tobą, bo okoliczności i moje nowe położenie sprzeciwiają się temu."
Franusia słuchała uważnie Robino, on skończył, ona stała jeszcze jak wryta, potem idzie do komina, bierze świecę, wyjmuje ją z lichtarza; lecz nim odeszła, staje naprzeciw niego i mówi z gorzkim uśmiechem.
— "Miałam cię tylko za głupca, a tyś jest niewdzięczny !.. zrywasz ze mną, dla tego ześ się niespodzianie zbogacił... to ślicznie!" jest to godne ciebie postanowienie!... Podarunek swój schowaj dla tych, które cię oskubią, szydząc z ciebie, " nigdy ci na nich nic zabraknie!...
— "Mościapanno, rzecze Robino porywając się z krzesła rozgniewany — to, co mi mówisz, jest wcale nieprzyzwoitem;. i. zresztą wcale mie to nie dziwi... przy takim wychowaniu..."
— "Cicho!... gapiu!.. " krzyknęła Franusia wracając ku niemu, a Robino zrejterował się za krzesło; wart jesteś, żebym ci tę zapalona świecę w gardło wpakowała!...
— "Panno Franciszko!...
— "Milcz!.. wstyd mi za ciebie!... Szukaj księżniczek i hrabianek; utrzymuj tancerki, Angielki; ale jak się upijesz, czekaj aż ci która zrobi herbaty, albo da lekarstwo, a pewno zdechniesz z niestrawności."
To mówiąc, Franusia dygnęła nisko swemu dawnemu kochankowi i wyszła, zostawując go w najgłębszej ciemności.
— "Co za złośliwość!" zawołał Robino, kiedy Franusia wyszła," nawet mi
świecy nie zapaliła!.. o! kobiety!.. Trzebaż żeby człowiek mający 25,000 franków dochodu, krzesał ogień... o! co z lego, to nic nie bedzie!.. wolę się spać położyć po ciemku... Ta Franusia... tyle sobie pozwolić.... Otoż to! im więcej kobiecie czynisz, tym więcej nadużywa.... Ale, już tego więcej nie będzie;... nie dam sobie jeździć po nosie; lada nosek zadarty, nie zwabi mego serca."
Robino kładzie się spać; i zapominając o Franusi, zasypia i marzy o swoim przyszłym zamku.