Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 72
klient jego, Julijusz Raul Robino, dziedzic Gracijana, mający dochodu 25,000 liwrów, przybył do niego, to go pewno obudzi.
— "Nic zdaje mi się, mój panie; nawet nie wiem czy ja tam wejść moge do sypialnego pokoju, bo jegomość i jejmość niedawno się pobrali.
— "No — to ja sam pójdę.
— "O! nie! poczekaj pan, ja sama pójdę.. Służąca poszła wypełnić jego żądanie;
a Robino tymczasem przechadza się po obszernej sali jadalnej, mówiąc: "Jak się Notaryusz dowie, ze to ja, pewno wstanie natychmiast. " Wkrótce jednak powraca posłanka i z żartobliwą miną powiada; "Jegomość klął ze go obudziłam, odprawił mie z kwitkiem, i prosił żebyś pan przyszedł poźniej.
— "Niemusiałaś mu powiedzieć mego nazwiska?
— "Owszem panie, ale to nic niepomogło;
— "Nieniepomogło!.. No! to ja przyjdę poźniej."
Robino wraca dość nieukontentowany, mówiąc sobie: "Gdybym od niego wszystkie moje pieniądze odebrał, odmieniłbym zaraz Nolarijusza. Pójdę do Alfreda."
Robino idzie, przybywa o siódmej; Nużący przechadzali się po dziedzińcu, a lokaj Alfreda zatrzymuje go, mówiąc: "Mój pan śpi jeszcze.
— "Ba ! to nic nie szkodzi!., czeka na mnie... będzie rad że ranie obaczy!" odpowiada Robino, przebiega wschody, przelatuje pokoje, i staje nakoniec w sypialnym pokoju Alfreda. Trąca go, popycha i woła: "No! wstawajże leniuchu! czyi dziś już cały dzień prześpisz?"
Alfred otwiera oczy, patrzy na niego i odzywa się nareście: "To ty?! czego chcesz?
— "Przychodzę z tobą pomówić a in-