Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 73
teressach... Zdało rai się, żeś wczoraj powiadał o jakiejś posiadłości blisko Mantas.
— Niech cię piorun trzaśnie z twoja posiadłością!.. Miałem sen bardzo miły — zsuwałem się w saneczkach ze ślizgawki z panią Żerwil, powóz się rozbił; lecz my wcaleśmy się nie potłukli, schwyciliśmy się tylko, padaliśmy tak mile... czułem przy sobie jej ciałko... dotykałem go!..
— "Bardzo cię przepraszam żem obudził, ale...
— "A ja przepraszam ze zasnę. " odpowiada Alfred.
Napróżno Robino woła: "Wstydź się przyjacielu ! dla takiego głupstwa, dla ślizgawek, miałbyś spać jeszcze?" Alfred milczy uporczywie. "Widząc nakoniec że nic nie wskóra, Robino wychodzi, myśląc: "Pójdę do Edwarda Borną. Poeta, autor, musi wstawać wcześniej — zresztą poproszę go z sobą na śniadanie; powia-
— Niech cię piorun trzaśnie z twoja posiadłością!.. Miałem sen bardzo miły — zsuwałem się w saneczkach ze ślizgawki z panią Żerwil, powóz się rozbił; lecz my wcaleśmy się nie potłukli, schwyciliśmy się tylko, padaliśmy tak mile... czułem przy sobie jej ciałko... dotykałem go!..
— "Bardzo cię przepraszam żem obudził, ale...
— "A ja przepraszam ze zasnę. " odpowiada Alfred.
Napróżno Robino woła: "Wstydź się przyjacielu ! dla takiego głupstwa, dla ślizgawek, miałbyś spać jeszcze?" Alfred milczy uporczywie. "Widząc nakoniec że nic nie wskóra, Robino wychodzi, myśląc: "Pójdę do Edwarda Borną. Poeta, autor, musi wstawać wcześniej — zresztą poproszę go z sobą na śniadanie; powia-
dają, ze autorowie takich zaprosin nie są nieprzyjaciółmi."
Robino idzie do Edwarda, u którego nie był jeszcze ni razu, lecz wiedział jego mieszkanie, i trafił do niego. Miody autor nie mieszka w pysznych pokojach, na pierwszem piętrze; lecz tylko w pięknym domku na ulicy Enghien — odźwierny nie zatrzymuje pana Robino, mówi mu owszem: "Proszę iść na czwarte piętro."
I Robino idzie, mówiąc sobie: "Ależ to wysoko! na czwarte piętro!.. prawda ze schody są czyste i ładne.... Ah! poeta niekoniecznie być musi bogaty... Mówił mi jednak Alfred, że Edward jest dostatni, ze ma blisko czterech tysięcy franków dochodu — dawniej zdawało mi się że to majątek!..."
Przyszedłszy na czwarte piętro, Robino dzwoni, raz, dwa, trzy razy, nakoniec
czwarty; Edward odzywa się, i pyta: "Kto tam?
—"To ja — Julijusz.;. wiesz kto... przyszedłem prosić cię na śniadanie, otwórz!
— "Ach! bardzo przepraszam panie Robino — pracuje dość późno w noc, i dla tego lubię zasnąć dłużej trochę... do widzenia."
To mówiąc Edward odszedł ode drzwi, a Robino stał nieporuszony czas jakiś, myśląc: "Cóż oni takiego zjedli, że im się lak spać zachciało? tego nie pojmuje..."
Zchodzi ze schodów, spogląda na zegarek: już blisko pół do ósmej; myśli że karijolka czekać na niego musi; wracana ulicę świętego Honorijusza, i uśmiecha się z radości, widząc powóz przed bramą. Podwaja kroku, i spostrzega modniarki stojące na ganku z Franusią, Przechodzi dumnie koło nich, siada do pojazdu wśrod śmiechu tych panienek, i myśli: "Śmieją
Robino idzie do Edwarda, u którego nie był jeszcze ni razu, lecz wiedział jego mieszkanie, i trafił do niego. Miody autor nie mieszka w pysznych pokojach, na pierwszem piętrze; lecz tylko w pięknym domku na ulicy Enghien — odźwierny nie zatrzymuje pana Robino, mówi mu owszem: "Proszę iść na czwarte piętro."
I Robino idzie, mówiąc sobie: "Ależ to wysoko! na czwarte piętro!.. prawda ze schody są czyste i ładne.... Ah! poeta niekoniecznie być musi bogaty... Mówił mi jednak Alfred, że Edward jest dostatni, ze ma blisko czterech tysięcy franków dochodu — dawniej zdawało mi się że to majątek!..."
Przyszedłszy na czwarte piętro, Robino dzwoni, raz, dwa, trzy razy, nakoniec
czwarty; Edward odzywa się, i pyta: "Kto tam?
—"To ja — Julijusz.;. wiesz kto... przyszedłem prosić cię na śniadanie, otwórz!
— "Ach! bardzo przepraszam panie Robino — pracuje dość późno w noc, i dla tego lubię zasnąć dłużej trochę... do widzenia."
To mówiąc Edward odszedł ode drzwi, a Robino stał nieporuszony czas jakiś, myśląc: "Cóż oni takiego zjedli, że im się lak spać zachciało? tego nie pojmuje..."
Zchodzi ze schodów, spogląda na zegarek: już blisko pół do ósmej; myśli że karijolka czekać na niego musi; wracana ulicę świętego Honorijusza, i uśmiecha się z radości, widząc powóz przed bramą. Podwaja kroku, i spostrzega modniarki stojące na ganku z Franusią, Przechodzi dumnie koło nich, siada do pojazdu wśrod śmiechu tych panienek, i myśli: "Śmieją
się!.. dobrze!... przynajmniej je błotem obryzgam."
Robino jeździ cała godzinę po ulicach Paryża; wkońcu wraca do Notarijusza, który już znudził się, widząc go zawsze cztery razy na dzień, i nie życzy sobie, aby go tak codzień budzono; pomyślał więc o posiadłości dla niego, żeby go od swojej przytomności uwolnić raczył.
Robino jeździ cała godzinę po ulicach Paryża; wkońcu wraca do Notarijusza, który już znudził się, widząc go zawsze cztery razy na dzień, i nie życzy sobie, aby go tak codzień budzono; pomyślał więc o posiadłości dla niego, żeby go od swojej przytomności uwolnić raczył.
www.niepublikowany.pl