Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 80
— "Jednakże, jak się nam będziesz sprzeciwiał, to nie pojedziem..."
Robino zgadza się, chociaż nierównie szlachetniej zdawało mu się pocztą wjechać aż na dziedziniec zamkowy; lecz myśli ze w Klermoncie łatwo znajdzie konie do najęcia na resztę drogi i do odesłania tłomoków, uzbroił się bowiem w wielki zapas sukni i strojów, chcąc zawieść z Paryża najnowsze mody do Auwernii.
Ciągle do Notarijusza latając, Robino ukończył wreście interessa; i w przeciągu sześciu dni już gotów do drogi z nowym swoim służącym Franciszkiem, który wprzódy powoził go w karijolce i stał się jego lokajem, bo schwycił go za słabą stronę, mówiąc zawsze do niego z głową odkrytą — i sypiąc Jaśnie Wielmożnymi,
Alfred nikogo z sobą nie bierze; lecz że baron de Marsej, nie wrócił jeszcze, zostawia Żermenowi, służącemu swemu, list do niego w tych słowach:
— "Wyjeżdżam na małą przejażdżkę z Edwardem i Robino... Smutno mi, żem cię nie mógł uścisnąć przed wyjazdem; ale nagrodzę sobie za powrotem. Bądź zdrów, baw się — ja także będę się starał rozrywać."
Trzpiot! nie napisał nawet do jakiego, jedzie kraju; lecz zdawało mu się, że to ojca jego mało obchodzi, i zamierzał sobie prócz tego, pisać doń, jeśliby dłużej u pana Robino zabawił. W dniu do wyjazdu przeznaczonym, Robino siedział już w powozie, nim konie zaprzężono; trzy razy posyłał Franciszka po Edwarda i Alfreda; przybywają nakoniec; pakują tłómoki, siodłają konie, postylijon z bicza uderzył, wyjeżdżają do Auwernii, a Robino mówi sobie — "Jadę do mego zamku!..."