Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 81
ROZDZIAŁ VI.
CZŁOWIEK Z KLERMĄ - FERRAN.

Słońce wzniosło się nad pięknem miasteczkiem Klermą - Ferran, i większa cześć pracowitych jego mieszkańców, była już przy swoich zatrudnieniach. Przed zajezdnym domem pocztowym, służące drób skubały, parobcy przesiewali zboże, watę chłopaki prowadziły poić konie,. kilku podróżnych piło ostatni kieliszek na wsiadaniu, kilku kupców przejeżdżających zwykle przez Klermą - Ferran, pili z oberżystą, pocztylijoni ściskali dziewczęta, które się wyrywały, ale nieuciekały; jestto zwyczajem krajowym.
O dwieście kroków od zajezdnego domu, człowiek jakiś leżąc sobie od niechcenia na kamiennej Iawie, spoglądał na ten obraz obojętnie, i chociaż w około toczył błędnym wzrokiem, zdawał się jednak więcej zajęty wspomnieniami przeszłości, niżeli teraźniejszością. Człowiek ten, którego ubiór ubóstwo oznaczał; a bardziej jeszcze życie błędne, zdawał się mieć czterdzieści pięć, do pięćdziesięciu lat; lecz ubranie nieporządne, broda zapuszczona od miesiąca lub więcej, włosy czarne, nieuczesane, które mu w części twarz zakrywały, niedozwalały rozpoznać dokładnie jego wieku; jednakże minio rozrzuconych włosów; i nasuniętego na czoło podartego kapelusza, można było spostrzedz rysy niegdyś bardzo powabne, zgrabny nosek, usta małe, lecz prawie bez zębów, czarne brwi zaokrąglone, i duże oczy ciemne, które nosiły ciągle prawie wyraz złośliwego żartu, dobrze
się zgadzający z uśmiechem ust jego szyderskim — wzrostu byt wysokiego i zgrabny. Nakoniec, choć ubrany w szare płócienne spodnie, w czerwoną poplamioną kamizelkę, i szeroki surdut orzechowy, nałatany w kilku miejscach innego koloru kawałkami; za całe obówie mając tylko dziurawe bóty, a na szyi niedbale okręconą chustkę niebieską; zachował jednak w twarzy cóś niepospolite oznaczającego urodzenie, a w poruszeniach pewną zręczność, i nieco nawet zuchwałości dziwnie odbijającej od jego stroju.
Poleżawszy kilka minut na kamiennej Jawie, nieznajomy wstaje, podgarnął włosy pod kapelusz, i biorąc gruby sękaty kij, leżący koło niego; śmiałym krokiem idzie ku karczmie, do której wchodzi z pełną dumy postawą, jak człowiek podróżujący tylko dla własnej przyjemności — Wchodzi do dolnej izby otwartej dla przy-