Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 82
chodniów, siada przed stołem okrytym ceratą, i stuka kijem z całej siły.
Służąca przychodzi; a chociaż w oberżach zwykli wszelkiego stanu ludzi przyjmować, ubranie jednak podróżnego, wcale nie jest uprzedzającem, a ponieważ z nieszczęśliwymi i z ubogimi nie robią ceremonii, służąca zaczyna od zapytania, dla czego tyle narobił hałasu, bijąc kijem o stół.
— "Bo mi się tak podobało, moja kochana!" odpowiada przybysz patrząc groźnie na posługującą. '"Trzeba było przybiedz śpieszniej usłużyć mi w czem potrzebuję, a niestukałbym tak mocno. Byłaś we drzwiach; więc widziałaś mie wchodzącego, czemuż zaraz nic przyszłaś zapylać czego potrzebuję?"
Służąca, która się takiej mowy wcale niespodziewała, po człowieku tak źle odzianym, mięsza się, i odpowiada zwija-
jąc w palcach fartuszek: "Do licha!.. bo... bo...
— "O!.. to dla tego zapewne, żem nie przyjechał pojazdem, i żem mniej starannie ubrany! — a co cię to ma obchodzić? byłem zapłacił za to, co wezmę — w to się nic mięszać!... przynieś mi chleba, sera; i kwartę wina — a prędko! bom głodny."
Sługa oddala się mrucząc: "Tyle hałasu o chleb i ser!.." Śpiesznie jednak daje zadane jedzenie nieznajomemu, który je smaczno, i rozpiera się nad kawałkiem sera; jak gdyby jadł indyka z truflami; inni jednak podróżni, którzy lepiej jedzą, nie śmieją zbyt często na niego spoglądać, bo w twarzy ma cóś wyrażającego, iż nie bardzoby dobrze przyjął żarciki. Jest rodzaj nędzy, którą mimowolnie szanujem, tak jak jest rodzaj przepychu, którym musiemy pogardzać.