Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 83
Służąca jednakże poszła i opowiedziała panu o przybyciu nowego podróżnego, a gospodarz, arcy ciekawe stworzenie, człowiek wielomówny i wielce rozumnego udający; chociaż w istocie od żony nierównie jest głupszym, nawet choćby włożył swoją bawełnianą szlafmycę — wchodzi podskakując do sali; rozmawia z kilku podróżnemi, spoglądając z podełba na nieznajomego; — potem trzy razy wkoło obszedłszy, ośmiela się nakoniec przystąpić do niego, opiera się na stole, na którym podróżny zajada i odzywa się: "Ręczę! ie się moje winko podobać musi ?"
Podróżny wedle zwyczaju szydersko się uśmiecha, i niepatrząc nawet na niego, odpowiada po chwili: "Czy złe, czy dobre pić go muszę.
— " O ! bez wątpienia!... tylko, że gdybyś pan chciał lepszego, możnaby...
— "Gdybym chciał innego kazałbym go
podać sobie, bez twego pozwolenia !
— "Sprawiedliwie.... lecz...
— "Ale ja teraz nie jestem wybredny!
— "Nie jesteś pan teraz?.. rozumiem, to znaczy, żeś pan byt nim kiedyś?.. hę?"
Nieznajomy spogląda na oberżystę, i popatrzywszy nań przez chwilę, odzywa się:
"Co Waćpan, to byłeś, jesteś i będziesz zapewne tem, czem cię Pan Bóg stworzył!"
Gospodarz wlepia w niego rude swoje oczy dla wyrozumienia tego co powiedział; lecz po próżnem usiłowaniu, rzecze: "Nie rozumiem... Czyto pan przepowiadasz?"
Nieznajomy ruszył ramionami, nie odpowiadając wcale, i je spokojnie chleb z serem.
"Na długo pan tu przyiął do naszego miasta?" odzywa się znowu po chwili gospodarz.
— "Nie wiem,... jeśli mię pobyt tutejszy zabawi, zostanę.