Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 84
— "Sprawiedliwie!... pięknych tu się rzeczy można napatrzeć!... wspaniały ogród botaniczny... kollegium!.. a most! most cudowny z wapiennych pokładów rzeki... nie mówie już o naszych morelowych powidłach, bo pan zdaje mi się nie lubisz przysmaczków. Ale co się tycze piękności okolic, będziesz pan zadziwiony, zdumiony!...
— "Teraz mię nic nie dziwi.
— "To co innego! ale!.... czy pan tu myśli nocować?
Nieodpowiadając na to pytanie, nieznajomy przesuwa rękę po czole, jakby dla przypomnienia, i pyta: "Niemaż tu nikogo w tem mieście z familii Granval?
— "Granval! rzekł zdziwiony gospodarz; czy byli panu znajomi?... o! to byli ludzie bogaci! bardzo poważani, i...
— "Wiem czem byli; ale pytam czy jest jeszcze kto z ich familii?
— "Ani żywej duszy. Sam pan Granval umarł przed pięcia laty; zostawił syna i córkę. Syn używał bardzo złego zdrowia; napróżno do wód jeździł, nie utył ani trochę, otoż wykoncypował sobie ożenić się; to go dobiło — i umarł przed dwoma laty. Siostra zaś jego, poszła za jakiegoś kupca, z którym do Włoch pojechała. "
Nieznajomy słuchał gospodarza, oparłszy się łokciami na stole, a głowę mając spartą na ręku. Gdy przestał mówić, podróżny wyrzekł jakieś dobitne przekleństwo i zamruczał: "Jedni pomarli, drudzy wyszli z kraju — jak się to wszystko w kilka lat odmienia!...
— "Czy pan miałeś jaki komis do Granvalów?" pyta gospodarz siadając naprzeciw podróżnego, który niemyślac o odpowiedzi, odzywa się po chwili: "Zresztą, choćbym tego znalazł, nie więcejby