Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 86
— "Tak! jestto we zwyczaju, pan pojmujesz, ze my sami nic możemy tak...
— "Rozumiem! dobrze! dobrze!., czyżem cię o co darmo prosił ?
— "Nie, panie, ja tego nie mówię, ale... — "Ale milczże waść, i daj mi pokój!"
Gospodarz kładzie znowu czapeczkę, z mina nieukontentowaną, a nieznajomy zapłaciwszy, oddala się.
"Zaczynam się teraz przekonywać, mruknął gospodarz, że ten jegomość jest włóczęga — spać na łące! to cokolwiek podejrzane.... szkoda że u mnie nic nocował, boby mi byt musiał nazwisko powiedzieć.
— "Oho! w tymbyś go nie złapał! rzekł mały jakiś jegomość wchodzący na salę, kiedy z niej podróżny wychodzi!" Przybywszy do miasta, okazał natychmiast swoję papiery burmistrzowi.
— "Rozumiem! dobrze! dobrze!., czyżem cię o co darmo prosił ?
— "Nie, panie, ja tego nie mówię, ale... — "Ale milczże waść, i daj mi pokój!"
Gospodarz kładzie znowu czapeczkę, z mina nieukontentowaną, a nieznajomy zapłaciwszy, oddala się.
"Zaczynam się teraz przekonywać, mruknął gospodarz, że ten jegomość jest włóczęga — spać na łące! to cokolwiek podejrzane.... szkoda że u mnie nic nocował, boby mi byt musiał nazwisko powiedzieć.
— "Oho! w tymbyś go nie złapał! rzekł mały jakiś jegomość wchodzący na salę, kiedy z niej podróżny wychodzi!" Przybywszy do miasta, okazał natychmiast swoję papiery burmistrzowi.
— "No! więc go znasz panie Benedykcie?" rzeki oberżysta, zbliżając się do przybyłego. Pan Benedykt gładzi się pod brodę, potrząsa nieco głową, z miną pełną ważności i odpowiada nakoniec:
— "Tak... spotkałem go już razy kilka na mieście; z ośm dni już jak przybył.
— "Jakże się zowie ?
— "Tego, prawdziwie, nie wiem; lecz sądzę, że to jest człowiek, który przejadł cały majątek, i który dziś nic niema.
— "A cóż teraz porabia?
— " Widziałeś go pan przecie; przechadza się, odpoczywa, lulkę pali; ale mówi bardzo mało.
— "Ja nic niemam do niego, za wszystko mi zapłacił,.. ale obdarty !... hm !.. panie Benedykcie! sam przyznasz, że człowiek mający jakiekolwiek dochody...
— "Nie mówiłem przecię żeby miał jakie dochody — wspomniałem tylko, iż się domyślam, że był kiedyś bogaty."
Czas jakiś rozmawiają jeszcze o nieznajomym; lecz przybycie nowych gości, i zatrudnienie, wkrótce go z pamięci gospodarza wybiły.
Nazajutrz o świcie, nieznajomy leżał jeszcze na kamiennej ławce naprzeciw oberży; mniej już myślom oddany, zdawał się przypatrywać nadchodzącym podróżnym i kilkakroć, chciał się do niektórych z nich przybliżyć; lecz wkrótce potem siadał znowu na ławce, a na twarzy malowało się okropne jakieś niewyrozumiane uczucie.
Około południa wszedł do oberży, równie się skromnie jak wprzódy posilił, i sparłszy głowę na ręku, siadł zamyślony nad stołem. Długo już tak zostawał, a gospodarz nawet nieśmiał mu przerwać
— "Tak... spotkałem go już razy kilka na mieście; z ośm dni już jak przybył.
— "Jakże się zowie ?
— "Tego, prawdziwie, nie wiem; lecz sądzę, że to jest człowiek, który przejadł cały majątek, i który dziś nic niema.
— "A cóż teraz porabia?
— " Widziałeś go pan przecie; przechadza się, odpoczywa, lulkę pali; ale mówi bardzo mało.
— "Ja nic niemam do niego, za wszystko mi zapłacił,.. ale obdarty !... hm !.. panie Benedykcie! sam przyznasz, że człowiek mający jakiekolwiek dochody...
— "Nie mówiłem przecię żeby miał jakie dochody — wspomniałem tylko, iż się domyślam, że był kiedyś bogaty."
Czas jakiś rozmawiają jeszcze o nieznajomym; lecz przybycie nowych gości, i zatrudnienie, wkrótce go z pamięci gospodarza wybiły.
Nazajutrz o świcie, nieznajomy leżał jeszcze na kamiennej ławce naprzeciw oberży; mniej już myślom oddany, zdawał się przypatrywać nadchodzącym podróżnym i kilkakroć, chciał się do niektórych z nich przybliżyć; lecz wkrótce potem siadał znowu na ławce, a na twarzy malowało się okropne jakieś niewyrozumiane uczucie.
Około południa wszedł do oberży, równie się skromnie jak wprzódy posilił, i sparłszy głowę na ręku, siadł zamyślony nad stołem. Długo już tak zostawał, a gospodarz nawet nieśmiał mu przerwać
spokojności — gdy hałas nagły dał się słyszeć; przybywa pojazd jakiś pocztowy.
www.niepublikowany.pl