Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 88
— "La Rosz-nuar... nie, panie; znam tylko wieś la Rosz-blansz zwaną, o parę mil ztąd..."
— "Masz tobie, Robino! rzekł śmiejąc się Alfred, może się pomylili; jesteś zapewne posiadaczem majątku la Rosz-blansz!....
— "Ale nie,. i mam papiery, jestem pewny swego, zresztą jakże ten majątek wygląda?
— "O ! panie ! większa część mieszkańców mieszka w jaskiniach, w skale kutych. — "Sami widzicie, panowie, że to ani podobne.... skały! jaskinie !... a ja mam zamek wspaniały...spodziewam się, że znać musisz miasteczko Sęt'Aman.
— "Sęt'Aman-Taland; o! znam, ztąd o dobre cztery mile.
— "Otoż ztamtąd niedaleko jest mój zamek... musi go być widać zdaleka... bo...
"A! na miłość Bożą! przerwał Alfred, siadajmy do stołu!... Już od twego zamku, nim do niego przybyłem, dostałem niestrawność!!
— "Tak! tak! chodźmy ztąd. " To mówiąc, Robino rzuca wzrokiem pogardzającym na nieznajomego, który nie spuszcza głowy, lecz zmarszczywszy czoło, przeprowadza oczyma pana de la Rosz-nuar. Ten pośpiesznie wychodzi z sali, i mówi do oberżysty:
— " Cóżto u wasana tacy ludzie robią?
— "Jacy, panie dobrodzieju?
— "Juściż tacy, jak ten żebrak, który tam siedział w sali, i który nie wstał nawet na nasze przybycie.
— "To nie żebrak, panie; ale podróżny...
— "A! śliczny, czysto ubrany ten twój podróżny ! Ma przytem minę tak zuchwałą, że gdybym się nie bał spospolitować, nauczyłbym go, że się tak nie patrzy na mnie!..
— "No! no! nie gniewaj się Robino, bardzo cię proszę, rzekł Alfred siadając do stołu, od tego czasu jakeś zamek kupił, wszystkobyś tylko bił, tłukł, rozbijał!... Cóżto? myślisz, że bogactwa dają prawo jeżdżenia wszystkim po nosie?
— "Ale, nie o tem mowa.... chcę, żeby się ze mną grzecznie obchodzono, i nic więcej... zdaje mi się że nie jestem wymagający.
— "A tyż, panie Julijuszu! odezwał się Edward, bardzoś się grzecznie obszedł z tym biednym człowiekiem?... jakeś go tylko zobaczył, chciałeś wychodzić — pewno nawet spostrzegł twoje pogardliwe spojrzenie — Nieszczęśliwi prędzej to niż kto inny spostrzegą; bo się lękają co chwila upokorzenia.
— "No, no, dość tego,... mam nadto zatrudnienia, żebym się takiemi figurami
zajmował; jedzmy prędzej panowie, żebyśmy wcześniej u mnie stanęli...
— "Ty możesz się sobie nawet udławić z pośpiechu — co ja, to powoli jeść będę; wszakże dopiero druga!... tyle mamy czasu!...
— "Ale czegóż iść piechotą.... weźmy pojazd, koni łatwo dostaniem;
— "O! już nam się jeździć sprzykrzyło, nie lepiejże przejść się dwie lub trzy mile, przypatrzeć się położeniom.... wieśniakom.... wieśniaczkom... bo musiemy tu jakoś rozpoznać z kim będziemy mieli do czynienia.
— " Więc zoslawim tu rzeczy i powóz, a ja po nie jutro przyślę moich ludzi. — Prócz lego, poślę na przód Franciszka; żeby nam cokolwiek przygotował mieszkanie.
— "Posyłaj sobie kiedy chcesz!"