Dom biały. T.1 (Kock Paul)
Strona 9
cze Alfred, a Edward polega od śmiechu, mszcząc się za wygwizdanie swojej sztuki..."
Robino udaje zadziwienie i woła: — "Ach! mój Boże, musiałem się pomylić, wziąłem jeden poszyt zamiast drugiego... tyle ich mam przed sobą!... Niezmiernie mi to popsuto szyki, i gdyby nie obiad, na który mnie czekają, powróciłbym do bióra"
— "Oddaję, Jaśnie Wielmożnemu Panu, jego tajemne praco, odpowiada Alfred oddając mu tekę, a Robino bierze ją pod pachę, i chce się oddalić, dla uniknienia żartów, które mu niechybnie grożą, lecz Alfred zatrzymuje go.
— "Spodziewam się, Robino, że się nie gniewasz?"
— "Ja!.. miałbym się gniewać... i za coż?.. ty lubisz śmiać się, żartować, ja także, kiedy mi czas wystarcza."
Robino udaje zadziwienie i woła: — "Ach! mój Boże, musiałem się pomylić, wziąłem jeden poszyt zamiast drugiego... tyle ich mam przed sobą!... Niezmiernie mi to popsuto szyki, i gdyby nie obiad, na który mnie czekają, powróciłbym do bióra"
— "Oddaję, Jaśnie Wielmożnemu Panu, jego tajemne praco, odpowiada Alfred oddając mu tekę, a Robino bierze ją pod pachę, i chce się oddalić, dla uniknienia żartów, które mu niechybnie grożą, lecz Alfred zatrzymuje go.
— "Spodziewam się, Robino, że się nie gniewasz?"
— "Ja!.. miałbym się gniewać... i za coż?.. ty lubisz śmiać się, żartować, ja także, kiedy mi czas wystarcza."
— "Tak, wiem że zresztą jesteś dobry chłopiec; ale Słuchay, żebyś mi dowiódł, iż się nie gniewasz za to, żem sprofanował niegodnem okiem tekę administracyjną, przyjdź dziś wieczór do
mnie... do naszego domu; mój ojciec daje wielki wieczór... dalibóg niewiem na jaką pamiątkę; ale to wiem tylko, że będą tańce, gra, ładne kobietki. Mimo twoich powszednich miłostek, jesteś także amatorem, trzeba przyjść.,. Edward, mi obiecał, że także bedzie z nami; ogramy go, to przynajmniej zapomni o nieszczęśliwym losie swej sztuki... A z resztą; kto wie? może znajdzie w licznem gronie jaką piękność, której spojrzenie zagładzi w jego sercu pamięć zdrajczyni.... No... coż? przyjdziesz??"
Robino cały zajaśniał radością, kiedy Alfred mówił do niego, porywa go za rękę, i ściska silnie, mówiąc: — "Mój
przyjacielu... zaiste!,.: wszelako... umiem czuć... to zaproszenie... proszenie... szenie..."
— "Dajże pokój tym komplementom! bez ceremonii! chciałem cię prosić na piśmie... ale ja tak jestem roztrzepany... zapomniałem o tem.... Więc będziesz ?..."
— "Niezawodnie, będę miał honor... i jestem..."
— "No; stało się, bądźże wieczorem, będziem się starali zabawić, co nić zawsze łatwo na wielkich wieczorach..."
To mówiąc, Alfred porywa swego towarzysza, oba skłonili się kanceliście, i oddalają się śpiesznie, zostawując naszego pana Robino w ogrodzie Pale-Rojal, tak zajętego uczynionem mu zaproszeniem i wieczorem który ma przepę-
mnie... do naszego domu; mój ojciec daje wielki wieczór... dalibóg niewiem na jaką pamiątkę; ale to wiem tylko, że będą tańce, gra, ładne kobietki. Mimo twoich powszednich miłostek, jesteś także amatorem, trzeba przyjść.,. Edward, mi obiecał, że także bedzie z nami; ogramy go, to przynajmniej zapomni o nieszczęśliwym losie swej sztuki... A z resztą; kto wie? może znajdzie w licznem gronie jaką piękność, której spojrzenie zagładzi w jego sercu pamięć zdrajczyni.... No... coż? przyjdziesz??"
Robino cały zajaśniał radością, kiedy Alfred mówił do niego, porywa go za rękę, i ściska silnie, mówiąc: — "Mój
przyjacielu... zaiste!,.: wszelako... umiem czuć... to zaproszenie... proszenie... szenie..."
— "Dajże pokój tym komplementom! bez ceremonii! chciałem cię prosić na piśmie... ale ja tak jestem roztrzepany... zapomniałem o tem.... Więc będziesz ?..."
— "Niezawodnie, będę miał honor... i jestem..."
— "No; stało się, bądźże wieczorem, będziem się starali zabawić, co nić zawsze łatwo na wielkich wieczorach..."
To mówiąc, Alfred porywa swego towarzysza, oba skłonili się kanceliście, i oddalają się śpiesznie, zostawując naszego pana Robino w ogrodzie Pale-Rojal, tak zajętego uczynionem mu zaproszeniem i wieczorem który ma przepę-
dzić u Barona de Marsej, że gdyby nic wysokie brzegi sadzawki, które go zatrzymują, wpadłby prosto na fontannę, idąc do traklijeru.
www.niepublikowany.pl